Gdańszczanie mogą z uśmiechem patrzeć na wyniki Mateusza Bartkowiaka. Po raz kolejny potwierdził, że zakontraktowanie go w Gdańsku było dobrą decyzją. Dwucyfrówka, trzy trójki, ale idealnie nie było. Dostał trochę "po kieszeni" i skonfrontował się z Kevinem Fajferem o czym opowiedział naszemu portalowi po meczu.
Bartkowiak z pewnością nie był oczywistym wyborem jeśli chodzi o pozycję U-24. Długo nie mógł znaleźć zatrudnienia, ale Wybrzeże zdecydowało się na niego postawić. Nie mogą żałować podjętego ryzyka. Mateusz w meczu z wiceliderem zanotował najlepszy mecz w sezonie. Gdy inni nie mogli odnaleźć się na torze on czuł się jak ryba w wodzie co potwierdził w pomeczowym wywiadzie.
– Chyba najlepszy tor na jakim jechałem w Gdańsku! Cały odmoczony, było trochę przyczepnie, ale dla mnie to nawet lepiej. Lubie takie warunki co z resztą pokazałem po wyniku. Mam nadzieje, że taki tor będzie co tydzień (śmiech) – przyznał.
Choć ma powody do zadowolenia to nie może być w pełni usatysfakcjonowany. Źle bowiem wszedł w to spotkanie zaczynając od pechowego defektu na starcie. Niestety okazało się, że był on bardzo kosztowny i nieco pogorszył dobry humor zawodnika Wybrzeża.
– Złośliwość rzeczy martwych. W pierwszym biegu wybuchł mi silnik, bardzo dobry silnik. To mnie trochę pobudziło, ale poprawiłem sobie humor dwoma trójkami w kolejnych biegach. Później przytrafiła mi się ta nieszczęsna jedynka – dodaje.
Ostre spięcie z Kevinem Fajferem
We wspomnianym biegu doszło do małego spięcia na linii Mateusz Bartkowiak – Kevin Fajfer. Wychowanek Stali Gorzów prowadził, ale bardzo ostrym atakiem pozycję odebrał mu Kevin Fajfer co jego zdaniem było atakiem na granicy faulu.
– Prowadziłem w tym biegu, ale Kevin Fajfer pojechał moim zdaniem zbyt ostro. Wyjaśniliśmy sobie jednak wszystko po biegu i nie chowam urazy. Najważniejsze jest to, że na koniec znowu udało się zwyciężyć i fajnie spiąłem klamrą ten dobry występ w moim wykonaniu.
Dobry występ spięty klamrą
Ten ostry atak oraz defekt nieco namieszały Bartkowiakowi, który mógł liczyć na zdecydowanie pokaźniejszą zdobycz punktową. Dlatego też wyszedł z prośbą do kierownictwa, które zgodziło się wystawić go w czternastej gonitwie. Nie zawiódł i udanie podsumował swój występ.
– Potrzebowałem tego biegu, aby trochę oczyścić głowę po spięciu z Kevinem i pechowym defekcie. Spytałem czy jest taka możliwość a oni zgodnie stwierdzili, że dobrze dzisiaj jechałem i nie ma problemu. Chciałem więc w tym miejscu podziękować sztabowi za zaufanie i cieszę się, że ich nie zawiodłem – zakończył.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!