Marcel Kowolik i Mikkel Andersen w półfinale z Fogo Unią Leszno dostali ponadprogramowe biegi. Wszystko to pokłosie sytuacji z Bartłomiejem Kowalskim. 24-latek nie mógł pojawić się w składzie meczowym z powodu kontuzji, której się nabawił w Žarnovicy. W związku z tym w jego miejsce w składzie pojawił się Michał Obst, a tego zastępowali podstawowi juniorzy wrocławskiej ekipy.
Protasiewicz wyjawił po niedzielnym meczu, że w meczu finałowym na Motoarenie w Toruniu nadal wrocławianie będą musieli sobie radzić bez Kowalskiego, który ciągle leczy kontuzję barku (więcej TUTAJ). W tej sytuacji duży ciężar spoczywać będzie na juniorach, którzy przy wyrównanym meczu będą otrzymywać dodatkowe szanse w ramach startów z rezerwy zwykłej. To bardzo odpowiedzialna rola dla tak młodych zawodników, lecz w Lesznie pokazali, że potrafią radzić sobie z tak dużą presją.
– Przede wszystkim na formacji juniorskiej, bo przy takim układzie, jaki mamy i ewentualnym braku możliwości zastosowania rezerwy taktycznej, będzie spoczywała duża odpowiedzialność . W Lesznie spisali się znakomicie, w rewanżu troszeczkę to gorzej wyglądało, ale bardzo w nich wierzę – zaznaczył Piotr Protasiewicz.
Z czego wynikało gorszy początek meczu w wykonaniu Marcela Kowolika? Protasiewicz przyznaje, że przede wszystkim z problemów sprzętowych. Był problem z przepływem prądu, a po wymianie części na inną wszystko już było w porządku. Po trzech „śliwkach” Kowolik był już niepokonany przez rywali.
– Tam był problem z prądem u niego i po tych trzech biegach, gdzie motor, który jest po serwisie nie reagował odpowiednio. Mechanicy wymienili jedną z części. Jak się okazało, to było to. Ten sprzęt odżył. Cieszę się, że w tym całym bałaganie szczęśliwie to się wydarzyło dziś, a nie w meczu ewentualnie rewanżowym meczu finałowym – podkreślił.
Mikkel Andersen także nie zachwycał. Duńczyk przed tygodniem wygrał swój pierwszy bieg w PGE Ekstralidze, a w niedzielę wyglądał na kompletnie zagubionego. Pokonał jedynie Kacpra Manię, a dwa pozostałe punkty zdobył na koledze z drużyny – Marcelu Kowoliku. Wydaje się, że mistrz świata do lat 21 był zwyczajnie zmęczony po całym weekendzie rywalizacji w Vojens, gdzie w piątek, ale także w sobotę brał udział w zawodach. Tego samego zdania jest trener żółto-czerwonych. Z tego słabszego występu można będzie wyciągnąć wnioski i jak twierdzi, lepiej przygotować się na finał z PRES Grupą Deweloperską Toruń.
– Ja myślę, że troszeczkę po sukcesie opadły emocje i trudno było mu się tak zmobilizować i pojechać perfekcyjnie. Ja sobie tak tłumaczę. Oczywiście chciałoby się wygrać gładko i przyjemnie, ale to nie tak zawsze w sporcie wygląda. Może takie trudniejsze zawody na swoim obiekcie spowodują to, że będziemy bardziej przygotowani, bardziej w takim reżimie startowym w blokach przed meczem rewanżowym – zakończył.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!