Betard Sparta Wrocław poległa w starciu z PRES Grupą Deweloperską Toruń pomimo znakomitej postawy jej lidera. Artiom Łaguta czuł się znakomicie na Stadionie Olimpijskim, choć zauważył, że nie wszystko udało się przygotować jak planowano.
Artiom Łaguta nie może mieć sobie nic do zarzucienia. Szesnaście punktów i bonus zdobyty przez Rosjanina z polskim paszportem i porażka dopiero w ostatniej gonitwie, gdy kwestia Drużynowego Mistrzostwa Polski została przesądzona. Sam sobie nie może mieć nic do zarzucenia.
Jak się jednak okazuje tor różnił się od tego, co zastano na Stadionie Olimpijskim na treningach. Choć te odbywały się w zbliżonych warunkach i wtedy każdemu to odpowiadało, to w dniu meczu okazało się, że nawierzchnia musi zostać przygotowana nieco inaczej. Toromistrz zrobił tor w taki sposób, w jaki nakazał mu komisarz toru. Tu lider gospodarzy odszukiwał przyczynę tego, że na tym torze wyjątkowo niewiele działo się na dystansie. Zewnętrzna część toru nie dawała bowiem żadnych korzyści.
– Robiliśmy wszystko, trenowaliśmy też na takich warunkach, także wszystkim pasowało, wszystkim. Każdemu z nas wszystko pasowało, a dzisiaj widocznie niektórym przestał pasować. Toromistrz też powiedział, że inny tor będzie. Powiedział, że nie może zostawić takiego toru, jak mieliśmy na początku przygotowany. No i przez to może właśnie zabrakło nam tej szerokiej – powiedział, a później dodał jeszcze jedno zdanie. – Ja uważam, że komisarz toru nam zmieniał tor i mieliśmy dużo trudniejszy tor
Pomimo tego Artiom Łaguta nie zmienił niczego w motocyklu. W niedzielę startował na przełożeniach, które sprawdzały mu się na treningu. U niego to zadziałało, o czym świadczy jego dorobek punktowy. Mniej dobrego można powiedzieć o jego kolegach z zespołu, którzy pytali go o wskazówki.
– Wszyscy pytali co i jak. Ja jechałem na takich samych przełożeniach co na treningu, także za bardzo też nie zmieniałem nic dzisiaj – zakończył.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!