Już w sobotę na PGE Narodowym odbędzie się finał Drużynowego Pucharu Świata. Polacy jako gospodarz zmierzą się z ekipami z Danii, Australii i Wielkiej Brytanii. "Orły" z pewnością jadą po zwycięstwo, ale to zależy od wielu czynników. Na jeden konkretny wskazuje kapitan reprezentacji - Bartosz Zmarzlik.
Drużynowy Puchar Świata wraca po trzech latach. Wcześniej ten format zastąpił Speedway of Nations, czyli Mistrzostwa Świata w parach. W niej Polakom wyjątkowo nie szło i do tej pory nie udało się zdobyć złotego medalu. Wszyscy z pewnością liczą, że ten stan rzeczy zmieni się w DPŚ, gdzie naszą reprezentację stworzą Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek, Kacper Woryna, Maciej Janowski i Dominik Kubera.
Naprzeciw stają jednak piekielnie mocni Duńczycy oraz mogący być „czarnym koniem” turnieju Australijczycy. Dla reszty zespołów tłem powinni być z kolei Brytyjczycy, którzy w tym zestawieniu prezentują się zdecydowanie najgorzej. Zwycięstwo zależeć będzie od wielu czynników, jednak na jeden konkretny uwagę zwraca multimedalista Mistrzostw Świata i kapitan reprezentacji – Bartosz Zmarzlik.
Wierzę, że jeśli każdy z nas wykona swoją pracę najlepiej, jak potrafi, to będziemy mogli cieszyć się z dobrego wyniku. Kluczowa będzie współpraca całej drużyny – zarówno na torze, jak i w parku maszyn. Musimy wspólnie analizować to, co dzieje się podczas zawodów i szybko wyciągać wnioski. Każdy z powołanych zawodników ma ogromny potencjał i wierzę, że razem możemy osiągnąć coś naprawdę wyjątkowego – stwierdził Zmarzlik w rozmowie z polskizuzel.pl
PGE Narodowy poniesie „Orły” do zwycięstwa?
Choć sprzedaż biletów nie idzie do końca po myśli organizatorów to wciąż można liczyć na tłumne przybycie kibiców na Stadion Narodowy. Stadion liczy 58 tysięcy miejsc więc nawet gdy połowa z nich będzie zajęta będziemy mogli mówić o gigantycznej publiczności. Rzadkiej jak na standardy żużlowe.
To naturalne, że taki finał siedzi gdzieś z tyłu głowy, ale nie pozwalam, żeby zdominował moje myślenie. Świadomość, że na trybunach może zasiąść ponad 50 tysięcy kibiców, jest bardziej motywująca niż paraliżująca. Mieliśmy już okazję ścigać się na PGE Narodowym, więc wiemy, jaka atmosfera tam panuje i czego możemy się spodziewać – dodał Mistrz Świata.
Tory tymczasowe jak ten na PGE Narodowym mają to do siebie, że nigdy nie wiesz czego się na nim spodziewać. Za każdym razem nawierzchnia może być inna. To powoduje, że ciężko jest znaleźć odpowiednie ustawienia a to również może być bardzo istotną kwestią, jeśli Polacy myślą o ostatecznym tryumfie w zawodach. Bartosz Zmarzlik ma jednak zalążek planu na te rywalizację.
W głowie mam już kilka wariantów i wiem, od czego chciałbym zacząć. Przez cały sezon pracujemy nad sprzętem i mamy wypracowane różne rozwiązania na konkretne warunki. Ostateczne decyzje zapadną jednak dopiero po piątkowym treningu, kiedy zobaczymy, jak zachowuje się tor. W żużlu nie można niczego zakładać z góry, bo czasami jeden szczegół potrafi zmienić bardzo wiele – zauważył zawodnik Orlen Oil Motoru.
Kapitan zdejmuje presję z kolegów?
Polacy jako gospodarz z pewnością liczą, że to na ich szyjach zawisną złote medale. Kibice również bez wątpienia mają to z tyłu głowy. Zadanie jest jednak bardzo trudne. Takie same plany mają również Australijczycy a przede wszystkim bardzo mocni Duńczycy. Zapewne do ostatnich chwil ważyć się będzie kwestia ostatecznego zwycięstwa a presja na zawodnikach już teraz jest bardzo duża. Wydaje się, że Bartosz Zmarzlik zdaje sobie z tego sprawę i zapytany o oczekiwania powiedział jasno.
Każdy medal zdobyty dla reprezentacji Polski ma ogromną wartość i zawsze będę go szanował – zakończył.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!