Dziś okrągłe, 50. urodziny obchodzi legenda polskiego żużla, Piotr Protasiewicz. Dziś przypomnimy sobie karierę popularnego "Protasa".
Obiecujący początek
Obecny dyrektor sportowy zespołu z Zielonej Góry karierę sportową rozpoczął w 1991 roku, zdobywając wtedy licencję w barwach swojego macierzystego klubu. Na ligowy debiut musiał jednak poczekać aż do 29 marca 1992 roku. Wypadł nie najgorzej, zdobywając po jednym punkcie w swoich dwóch wyścigach. Przez cały sezon startował regularnie, ale przebłyski prawdziwego talentu pokazał dopiero w dwóch ostatnich spotkaniach. Na dziewięć biegów w których wziął udział, w aż pięciu pokonał obu rywali. Dołożył jeszcze wraz z Arturem Pawlakiem i Andrzejem Zarzeckim brązowy medal w Młodzieżowym Mistrzostwach Polski Par Klubowych.
Następny sezon przyniósł 18-letniemu wówczas zawodnikowi ogromną poprawę wyników. W wielu meczach kręcił się koło dwucyfrowej zdobyczy punktowej, a sezon zakończył z bardzo dobrą średnią 1,689.
Ciężka kontuzja, nowy start we Wrocławiu i pierwsze sukcesy
Niestety, w 1994 roku doznał ciężkiej kontuzji, która wykluczyła go ze startów na niemal cały sezon. Dokładając do tego bardzo poważne problemy klubu z Zielonej Góry, było jasne, że szansę na odbudowę będzie musiał poszukać w innym miejscu.
Pomocną dłoń wyciągnęła do niego Sparta Polsat Wrocław. Obydwie strony wyszły na tym rewelacyjnie, bo Protasiewicz indywidualnie stał się gwiazdą ligi, a wrocławianie drużynowo sięgnęli po złoto. Nie było widać żadnego śladu po urazie u zawodnika, który poza wspaniałymi występami w lidze, dołożył do tego indywidualne srebro w Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostwach Polski, a także awans do finału Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów.
Kampania 1996 była dla niego indywidualnie jeszcze bardziej owocna. Nieznacznie jeszcze poprawił swoją i tak imponującą średnią, jednak największe sukcesy odnosił na niemieckiej ziemi. W Olching jako pierwszy Polak w historii został mistrzem świata juniorów, natomiast w Diedenbergen wraz ze Sławomirem Drabikiem oraz Tomaszem Gollobem święcił triumf w Drużynowych Mistrzostwach Świata. W polskiej lidze jednak nie powtórzył sukcesu i wraz ze Spartą zajął dopiero 5. miejsce.
Pasmo sukcesów w Bydgoszczy
Następne kilka lat spędził w bydgoskiej Polonii, gdzie wraz z Tomaszem i Jackiem Gollobami przez następne sześć lat stanowił o sile zespołu ze Sportowej. Był ważną postacią złotej drużyny, która w latach 1997-2002 aż cztery razy wygrała ligę, raz zajęła trzecie i raz czwarte miejsce. Niewiele brakowało, aby w 1999 roku mogli kolejne zwycięstwo w lidze. Wszystko jednak przekreślił słynny karambol Protasiewicza i Golloba w finale Złotego Kasku rozgrywanego we Wrocławiu. Bez dwóch czołowych zawodników Polonia nie miała szans z wrocławianami w półfinale ani z ekipą z Gdańska w meczu o 3. miejsce.
Ponownie jednak porażka w lidze zbiegła się z wielkim indywidualnym triumfem. Na swoim ligowym torze w Bydgoszczy po raz pierwszy w karierze stanął na podium Indywidualnych Mistrzostw Polski i to od razu na jego najwyższym stopniu. Wygrał wówczas po dramatycznym biegu dodatkowym z murowanym faworytem do tytułu, Tomaszem Gollobem. Pierwszy medal mógł zdobyć już rok wcześniej na tym samym obiekcie, wszystko jednak przekreślił defekt w czwartej serii startów i musiał zadowolić się zaledwie siódmym miejscem.
Kilka chudszych lat
Lata 2003 i 2004 spędził u lokalnego rywala z Torunia. Nadal prezentował się bardzo solidnie, nie schodząc poniżej średniej 2 punktów na bieg, jednak nie udało się tego przekuć ani w złoto drużynowe ani w sukcesy indywidualne. Później, ponownie na dwa sezony, powrócił do Bydgoszczy. W sezonie 2005 zaprowadził drużynę „Gryfów” aż do finału DMP, jednak zawiódł w decydującej rozgrywce, zdobywając jedynie trzynaście punktów w dwóch meczach. Nieudana dla niego była również kampania 2006, gdzie pierwszy raz od jedenastu lat zszedł poniżej średniej dwóch punktów na bieg. Na dodatek fatalnie spisywał się w cyklu Grand Prix. Co ciekawe, to jednak od sezonu 1997 aż do właśnie 2006 roku jego drużyny nieprzerwanie meldowały się w czołowej czwórce ligi.
Legenda Falubazu
Sezon 2006 jak się okazało był ostatnim poza macierzystym klubem i przez następne siedemnaście sezonów nieprzerwanie stanowił o sile zielonogórzan. Już w swoim pierwszym sezonie okazał się katem swojego poprzedniego klubu w dwumeczu o 7. miejsce. Swoją fenomenalną jazdą odesłał Polonię Bydgoszcz na drugi szczebel rozgrywek.
Następne lata również były bogate dla samego zawodnika, jak i jego klubu. W przeciągu dziesięciu lat zdobył aż sześć medali DMP, w tym trzy złote. W międzyczasie dołożył też drugi medal IMP – w 2011 roku zajął trzecie miejsce w Lesznie.
Powolny zjazd formy
Od 2018 roku Piotr Protasiewicz zaczął notować wyraźnie słabsze wyniki. Zaliczył najgorszy sezon od…1992 roku, uzyskując średnią jedynie 1,556 punktu na bieg. Dla Falubazu tamten sezon był również nieudany – ligowy byt uratowali dopiero w barażu z ROWem Rybnik. Następne trzy lata nie były lepsze, a słabsza forma była zwieńczona spadkiem zielonogórzan do I ligi w 2021 roku. Kapitan jednak nie opuścił tonącego statku i próbował przywrócić ekipę z województwa lubuskiego do Ekstraligi. Początek tej misji był jednak dla niego niezwykle trudny. Po nieudanych pierwszych meczach doznał kontuzji która wykluczyła go z jazdy na kilka tygodni. W międzyczasie zapowiedział też, że sezon 2022 jest ostatnim w jego karierze.
Na szczęście dla zielonogórzan na najważniejsze mecze w sezonie wrócił w znakomitej formie i regularnie notował dwucyfrowe liczby punktów. W pierwszym meczu w Krośnie jednak nie poradził sobie na trudnym torze i po pierwszym nieudanym wyścigu nie wyjechał już do kolejnych biegów, a jego drużyna przegrała 40:50. Ostatni mecz w karierze wypadł jednak w jego wykonaniu znakomicie – zdobył aż jedenaście punktów i dwa bonusy. Na dokładkę wygrał też ostatni ligowy wyścig w karierze, jednak nie wystarczyło to do odrobienia strat z pierwszego meczu.
Ostateczny ligowy dorobek Protasiewicza na przestrzeni ponad 30 lat to 556 spotkań, 2735 biegów, 5150 punktów i 394 bonusy oraz 13 medali DMP (8 złotych, 3 srebrne i 2 brązowe).
Niespełniony indywidualnie?
Nie ulega wątpliwości, że kariera Piotra Protasiewicza była fantastyczna i obfita w sukcesy, a samego „PePe” z pewnością można zaliczać do najlepszych polskich żużlowców XXI wieku. Mimo wszystko jednak może czuć delikatny niedosyt jeśli chodzi o karierę indywidualną. Przez ponad 20 lat był w krajowej czołówce, jednak przełożyło się to na jedynie 2 indywidualne medale w seniorskich mistrzostwach Polski. Przez kilka lat startował też w turniejach Grand Prix, tam jednak w 58 turniejach ani razu nie udało mu się stanąć na podium, a tylko 3 razy awansował do finału. W najlepszym swoim sezonie zajął 11. miejsce w klasyfikacji generalnej. Pomimo braku spektakularnych wyników w SGP, nie można jednak powiedzieć, że nie miał osiągnięć na arenie międzynarodowej. Zdobył aż 7 medali w drużynowych mistrzostwach świata, wielokrotnie będąc ważną częścią reprezentacji.
Po zjeździe z toru spełnia się w nowej roli
Po karierze sportowej, w ciągu której przez 30 lat dostarczał radość kibicom wszystkich klubów, w których występował, pozostał przy żużlu. Obecnie pełni rolę dyrektora sportowego w macierzystym Falubazie i odnosi tam nie mniejsze sukcesy niż jako zawodnik. W pierwszym sezonie zbudował hegemona, który przejechał jak walec przez rozgrywki I ligi, a w sezonie 2024 utrzymał się ze swoim klubem w Ekstralidze.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!