Praktycznie od momentu przejścia w wiek seniorski kariera Wiktora Lamparta zaczęła niespodziewanie wchodzić w zakręt. Każdy kolejny sezon to widoczny regres formy, który musi zatrzymać. Z pewnością liczy, że pomoże mu w tym prezes Krzysztof Mrozek, który nieraz udowodnił już, że potrafi wyciągać zawodników z dołka.
Gdy rozpoczynał swoją przygodę z „czarnym sportem” wielu widziało w nim czołową postać polskiego żużla. Miał wszystko, aby wejść na szczyt. Solidne wsparcie, zaufanie ze strony klubów i regularną jazdę. Rozpoczynał w rodzinnym Rzeszowie z którego jednak już po jednym sezonie przeszedł do Lublina. Jakub Kępa zobaczył w nim ogromny potencjał. Ciężko się dziwić, w pierwszoligowej Stali w wieku 16 lat zanotował średnią 1.448 co jest bardzo dobrym wynikiem.
W ekipie z Lubelskiego szybko zbudował sobie solidną pozycję, udowodnił z marszu, że zasługuje na regularną jazdę. W debiutanckim sezonie w Lublinie zanotował niemal dwa punkty na bieg i walnie przyczynił się do awansu do PGE Ekstraligi. Również w elicie jego wkład w sensacyjne utrzymanie w sezonie 2019 był kolosalny. Wydawało się, że to początek pięknej kariery. Wszystko przebiegało sprawnie aż do momentu przejścia w wiek seniora.
Nie było mu jednak dane pozostać w Lublinie po zakończeniu 21 lat. Przeniósł się do ekipy z Torunia, gdzie zajął pozycję jako zawodnik nowo wprowadzonego przepisu U-24. Oczekiwania były wobec niego spore, bo udowodnił już swoją wartość w PGE Ekstralidze. Wtedy niestety rozpoczął się jego regres. Pierwszy sezon nie był co prawda najgorszy, bo zanotował 1.351 punktu na bieg. Później było już jednak tylko gorzej.
Koniec parasola ochronnego
Po słabym w jego wykonaniu sezonie 2024 musiał opuścić ekipę z Kujawsko-Pomorskiego, która w jego miejsce ściągnęła Jana Kvecha. Zdaniem wielu kibiców ten transfer był kluczowy w kontekście zdobycia przez torunian Mistrzostwa Polski. Lampart przeniósł się do Częstochowy, jednak to nie zatrzymało regresu. Ba, było tylko gorzej, bo jego wyniki spadły poniżej punktu na bieg. W U-24 Ekstralidze było zdecydowanie lepiej, jednak to nie uchroniło go przed koniecznością odejścia.
Parasol ochronny opadł, zakończył wiek zawodnika do lat 24 i musiał szukać zespołu ligę niżej. Jego forma spadła na tyle, że zastanawiano się czy uda mu się znaleźć tam zatrudnienie. Ostatecznie trafił pod skrzydła Krzysztofa Mrozka, który twierdzi i mocno wierzy, że uda mu się odbudować rzeszowianina. Ma prawo sądzić, że ta sztuka mu się uda. Wypromował na salony Brady’ego Kurtza, odbudował Maksyma Drabika, więc czemu nie miałoby się udać z Wiktorem?
To jednak może być dobry kierunek dla Lamparta. Pewne miejsce w składzie, mniejsza presja i duże wsparcie ze strony klubu. To właśnie to czego potrzebuje, wszystko jest w jego rękach. Ma zapewnione niemal idealne warunki i nie ma już żadnych wymówek. Trzeba odpłacić za zaufanie, bo kolejny słaby sezon może oznaczać dla niego ogromne problemy ze znalezieniem pracodawcy czego z pewnością chce uniknąć.
Wiktor Lampart || FOT. TOBIAS KARNATZAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!