Mecz we Wrocławiu nie należał do najlepszych w wykonaniu Orlen Oil Motoru Lublin. Lublinianie ponieśli sromotną klęskę w starciu z gospodarzami. Po zakończeniu spotkania do swojej dyspozycji odniósł się Martin Vaculik.
W niedzielnym hicie PGE Ekstraligi Orlen Oil Motor Lublin został rozbity na Stadionie Olimpijskim. Betard Sparta Wrocław nie dała żadnych szans „Koziołkom”, odrabiając również stratę w dwumeczu i zdobywając punkt bonusowy. Paru zawodników gości nie mogło odnaleźć prędkości na wrocławskim torze. Jednym z nich był Martin Vaculik, który skomentował swój występ.
Lublinianie od początku meczu byli w tyle za Spartą i nie mogli dorównać rozpędzonym gospodarzom. Wiele mówi o tym fakt, iż zawodnicy Motoru wygrali indywidualnie zaledwie trzy gonitwy, a autorami „trójek” byli Bartosz Zmarzlik i Fredrik Lindgren. Pozostali zawodnicy mieli wyraźne problemy z punktowaniem. Po meczu głos zabrał Martin Vaculik.
– Ciężko tu szukać jakichś słów, które mógłbym użyć wobec mojej postawy. Także nie takie było nastawienie. Nie z takim celem tutaj przyjechałem. Nie z takim celem tutaj przyjechaliśmy jako zespół. Wiemy, że Wrocław jest mega mocną drużyną, ale naprawdę dzisiaj byliśmy wolni i było ciężko tu. Tor też się szybko zmieniał. Te ustawienia były kluczowe i mówię za siebie tak, bo Bartek jechał dobre zawody i Fredrik też miał dobre biegi – komentował Vaculik.
Martin Vaculik w całym spotkaniu zdobył zaledwie punkt. Warto zaznaczyć, że Słowak dwukrotnie tylko ukończył wyścig. W swoim trzecim starcie dotknął on bowiem taśmy, więc został wykluczony z powtórki tamtego biegu. Jak sam wspomniał, ciężko było mu się odnaleźć.
– Ja tam nie mogłem się w ogóle odnaleźć na tym torze w ogóle. A zacząłem z niedobrym moim zdaniem setupem. Później, chociaż jakoś tak w kontakcie trochę byłem, ale to też żadne punkty z tego. Później niestety ta taśma w moim wykonaniu. Nie wytrzymałem – opowiedział 36-latek.
Po dotknięciu taśmy Vaculik nie dostał już szansy na start w meczu. Sztab szkoleniowy zdecydował się zastąpić go najpierw Kacprem Woryną, a później Fredrikiem Lindgrenem. Słowak nie złościł się jednak na taką decyzję i w pełni ją rozumiał.
– Nie, nie jestem zły. Tu się liczy dobro drużyny i po prostu sztab zrobił najlepiej jak uważał. I tutaj wszystkie indywidualne rzeczy idą na stronę i ja absolutnie wspieram decyzję sztabu szkoleniowego – jasno zaznaczył Martin Vaculik.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!