Nadeszło to, czego wielu się spodziewało. Po serii wypadków na m.in. polskich torach, Tai Woffinden zdecydował się zakończyć żużlową karierę.
Tai Woffinden to z pewnością jedna z żywych legend speedwaya. Brytyjczyk od najmłodszych lat uchodził za ogromny talent, lecz długo nie był w stanie wejść na swój najwyższy poziom w związku ze swoim specyficznym, buntowniczym charakterem. Karta odwróciła się w 2013 roku, kiedy to po śmierci swojego taty mentalność pochodzącego ze Scuntorpe zawodnika mocno się zmieniła. To doprowadziło go do trzech tytułów indywidualnego mistrza świata.
Seria kraks i kontuzji
Niestety, szczególnie w ostatnich dwóch latach, Woffinden był bardzo podatny na nieprzyjemne kontuzje. Wszystko zaczęło się od feralnej kraksy w trakcie sparingowego meczu w Krośnie w 2025 roku, po której Brytyjczyk był bardzo bliski utraty podstawowej sprawności. Mim to udało mu się nie tylko wrócić do funkcjonowania, ale i na żużlowe tory.
W sezonie 2026 po trzykrotnym mistrzu świata było jednak widać, że w wielu kluczowych momentach psychika nie pozwala mu utrzymać odkręconego gazu. Dodatkowo zawodnik Moonfin Magnus Ostrowa Wielkopolskiego raz po raz upadał na tor, nabawiając się kolejnych kontuzji i ponownie lądując na stole operacyjnym.
Bolesne pożegnanie
Woffinden o swojej decyzji postanowił poinformować za pośrednictwem mediów społecznościowych. Brytyjczyk wydał pełne emocji oświadczenie, które niejednego kibica może doprowadzić do łez.
Po kolejnych badaniach wykonanych w szpitalu, po mojej ostatniej kraksie na polskich torach, usłyszałem, że potrzebować będę kolejnej operacji. Zastanawiając się nad przyszłością zdecydowałem podjąć decyzję o zakończeniu sportowej kariery. Będąc szczerym, nie jest to łatwa decyzja zważając na to, jak ważną częścią mojego życia był żużel.
Kiedy patrzę za siebie, widzę 5 tytułów mistrza świata (indywidualnie i w drużynie – przyp. red.), zwycięstwa w Grand Prix, indywidualne czy drużynowe tytuły krajowe. Przede wszystkim widzę jednak kibiców, fanów, przyjaciół, ludzi, którzy odmienili moje życie, czy też trudne dni, które jednocześnie pokazywały, dlaczego tak zakochałem się w tym sporcie.
To było spełnienie marzeń. Mogłem żyć robiąc to, co naprawdę kochałem, ale nigdy nie brałem tego za pewnik. W tym czasie zrozumiałem, że nikt nie dochodzi na szczyt zupełnie sam. Nie byłoby to możliwe bez ludzi, którzy mnie otaczali. Dziękuję mojej rodzinie, która decydowała się na tak wiele wyrzeczeń, by być ze mną na dobre i na złe, w momentach chwały i słabości. Faye, nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele dla mnie znaczysz. Bez Ciebie na pewno by mnie tu nie było.
Mechanicy, sponsorzy, zespoły – wam również dziękuję. Dzielenie się moją historią z wami było czymś wspaniałym. Sprawdzaliście mnie, motywowaliście, wspieraliście i daliście mi masę wspomnień i przyjaźni, których nigdy nie zapomnę. Do wszystkich tych, którzy z boku śledzili moją karierę – wielkie dzięki. Nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo czułem waszą miłość.
Wiem, że to może nie jest najlepszy moment na to wszystko, ale czuję, że moje ciało dało mi wszystko, co było w stanie. To ostatnia chwila, by odejść z dumą, radością i spokojem. Czas na kolejny rozdział, nową przygodę z ludźmi, którzy liczą się najbardziej. Z głębi serca dziękuję za to, że wszyscy umożliwiliście mi żyć swoimi marzeniami. Będę Wam wdzięczny do końca zycia.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!