Wielu sportowców podczas swojej kariery decyduje się na przyjęcie jakiegoś pseudonimu. W naszym życiu z pewnością znalazł się ktoś komu takowy przypisaliśmy. Niektóre związane są z imieniem, inne z nazwiskiem, kolejne natomiast mają kojarzyć się z cechami charakteru. Jak jest w przypadku Eryka Kamińskiego?
W sporcie często pojawiają się pseudonimy. Z pewnością większość kojarzyć będzie takie jak: Lewy, Il Fenomeno, O Rei czy La Pulga, które odnoszą się do genialnych piłkarzy. Wejdźmy jednak na nasz żużlowy rynek. Tutaj również ich nie brakuje. Maciej Janowski na kewlarach nosi „ksywkę” Magic. Piotr Pawlicki to Piter. Byli też Miedziak (Adrian Miedziński), Sqóra (Adam Skórnicki) czy PUK (Niels Kristian Iversen).
Jak już wspomnieliśmy, genezy ich powstania często są różne. Nazwiska, cechy charakteru, kojarząca się z zawodnikiem sytuacja. Wielu sportowców wokół tych pseudonimów buduje swoją markę osobistą. Pojawiają się na koszulkach, czapkach, gadżetach i pozwalają z czasem generować zyski z tego tytułu. Często bowiem łatwiej jest skojarzyć prostą „ksywkę” aniżeli pełne imię i nazwisko.
Choć w sporcie żużlowym nie jest to aż tak popularna praktyka to zdarza się jej wykorzystanie. Gdańscy kibice z pewnością kojarzyć będą pseudonik „Dzik”. Najczęściej przypisywany jest on do Nickiego Pedersena, który swoją drogą jeździł nad morzem w 2001 i 2012 roku. Obecnie jednak kojarzy się ona z kimś innym. Chodzi o Eryka Kamińskiego, który w Opolu w zeszły weekend zanotował najlepszy mecz w swojej karierze.
Sztab medialny Wybrzeża jakby przewidział kapitalny występ swojego wychowanka. Zdecydował się towarzyszyć mu podczas drogi do Opola na pierwszy mecz półfinałowy Krajowej Ligi Żużlowej. W niej padło pytanie o wspomniany pseudonim a odpowiedź może zaskoczyć kibiców. Nie jest ona związana z nazwiskiem czy cechą charakteru, prawda jest zdecydowanie bardziej trywialna.
Pochodzę z okolic Gdyni i gdy zaczynałem jeździć nie było opcji, żeby wyjść z domu i nie spotkać dzika. Ja od rozpoczęcia swojej kariery zawsze chciałem mieć jakiś swój symbol na kewlarze i tak ten dzik się znalazł i jest do dzisiaj – przyznał przed kamerami Wybrzeża Eryk Kamiński.
Gdańszczanie z „Dzikiem” w składzie są na dobrej drodze do wydostania się z Krajowej Ligi Żużlowej. Po zeszłorocznym finałowym rozczarowaniu mało wskazuje na to, aby sytuacja miała się powtórzyć. Wybrzeże pokonało OK Kolejarz 55:35 i są na prostej drodze do finału. Tam najpewniej zmierzą się z Trans MF Landshut Devils, które wygrało w Gnieźnie 47:43.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!