Chris Harris szykuje się do kolejnego sezonu na żużlowych torach. Brytyjczyk jest obecny w środowisku od 1998 roku, cały czas zyskując na popularności. 43-latek nie widzi powodów do zwalniania tempa, kiedy sport daje mu jeszcze wiele radości.
Chris Harris nie widzi powodów, aby zwalniać tempo. 43-latek parafował kolejne dwie umowy w Wielkiej Brytanii, pozostając żużlowcem King’s Lynn Stars i Glasgow Tigers. Dla obu z tych zespołów, popularny „Bomber” stawał na głowie i dokonywał cudów, aby przyczynić się do kolejnych pucharów. Jego postawa przeciwko Poole Pirates w finale Cab Direct Championship odmieniła losy finału, ale w ostatnim wyścigu zabrakło prędkości do walki o trofeum. Choć od debiutu Harrisa minie 28 lat, on nadal czuje oddanie do jazdy na motocyklu.
– Jestem gotowy i nie mogę się doczekać kolejnego sezonu. Doskonale pamiętam swoje pierwsze mecze, kiedy to miałem 15 lat. Byłem kłębkiem nerwów. Nadal kocham ten sport i czuję głód, który pcha mnie do kolejnych sezonów – przyznał Chris Harris na łamach Speedway Stara.
Rodzina najważniejsza
Harris ma również motywacje poza sportowe. Jego syn Cruz regularnie pojawia się z tatą na zawodach, wykorzystując czas do przejechania okrążeń jako maskotka. Żona Chrisa publikuje blog, gdzie opowiada o życiu rodzinnym żużlowca. Dla „Bombera”, który rywalizuje również w mistrzostwach świata na długim torze, wsparcie rodziny jest najważniejsze.
– Wsparcie rodziny jest dla mnie najważniejsze. Naprawdę cieszę się, że mój syn Cruz może ze mną dzielić pasje, ale radość widać u wszystkich. Moje dziewczynki zawsze cieszą się, kiedy to przyjeżdżam z jakimś pucharem. (…) Ich wsparcie nakręca mnie do kolejnych czynów.
Żużel ma potencjał
Nie da się ukryć, że w ostatnich latach to próżno szukać odznaczeń w Wielkiej Brytanii dla żużlowców. Tai Woffinden, który trzykrotnie zostawał mistrzem świata, nie otrzymał nominacji. Podobnie Chris Harris, który odegrał znaczną rolę w popularyzacji brytyjskiego żużla. 43-latek uważa, że żużel ma spory potencjał, który nie jest wykorzystywany.
– Otrzymanie nominacji do orderu to byłoby coś. Myślę, że to jednak inni decydują o tym, czy powinienem otrzymać MBE (Order Imperium Brytyjskiego) bądź nazywać się “Sir Harris”. To też jednak pokazuje, jak niszowy jest żużel w Wielkiej Brytanii. Szkoda, bo ten sport ma naprawdę potencjał, aby być czymś wielkim. Żaden inny sport nie ma tak opakowanych emocji. Może jednak to dostanę pewnego dnia, kto wie – zastanawia się Harris.
Chris HarrisAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!