"On się boi i stwarza zagrożenie! Dałbym mu wolne" - Marek Cieślak w bezwzględnych słowach przejechał się po młodym zawodniku Włókniarza Częstochowa. Reakcja żużlowca na torze przerosła jednak oczekiwania wszystkich kibiców!
Słowa legendy polskiego żużla rzadko przechodzą bez echa, ale to, co wydarzyło się podczas meczu Krono-Plast Włókniarza Częstochowa z Bayersystem GKM-em Grudziądz, przejdzie do historii ligowych transmisji. Marek Cieślak bez jakichkolwiek ogródek rozprawił się z postawą młodego zawodnika Włókniarza, Franciszka Karczewskiego. Ekspert nie owijał w bawełnę i mocno uderzył w podejście młodzieżowca do sportu, zarzucając mu brak profesjonalizmu, strach na torze i stwarzanie zagrożenia dla innych.
Lawina ruszyła po kolejnym nieudanym wyjeździe juniora na tor, który zakończył się upadkiem na pierwszym łuku. Oglądanie dojazdów w wykonaniu młodego żużlowca wywołało u Cieślaka ogromne wzburzenie, którym na żywo podzielił się z kibicami.
– Ja powiem swoje. Może to się nie spodobać tutaj wszystkim w okolicy, ale Karczewski powinien przynajmniej na jakiś czas przestać jeździć w ogóle na żużlu. On się boi! I on stwarza przez swój lęk takie niebezpieczne sytuacje. To jest żużel i nie można po prostu wjechać na wariata, ale też trzeba jechać tak, jak są zasady. To, co on wyrabia, no to po prostu… szkoda po prostu jego, bo jeszcze sobie coś zrobi, i kogoś z boku, prawda? Także dałbym mu wolne i niech on sobie trenuje, ćwiczy i może mu ten strach przejdzie. No i koniec – grzmiał na antenie Marek Cieślak.
Ostre rozliczenie z zimowymi przygotowaniami
Kwestia samego lęku przed prędkością na owalu okazała się jednak dopiero początkiem. Dziennikarz prowadzący transmisję w Canal+Sport zauważył, że Karczewski niemal od razu po podniesieniu taśmy podnosi łokieć i odpuszcza gaz. Legendarny szkoleniowiec postanowił obnażyć kulisy przygotowań młodego zawodnika do trwającego sezonu, wyciągając na światło dzienne mocne fakty.
– Przecież on kończył na wiosnę karierę, potem zaczynał, chodzili, go prosili. Lepiej niech jeździ chłopak taki jak Ciurzyński czy ktoś, kto chce jeździć, a nie gość, który przez zimę przybędzie 10 kg na sobie i później szukają przez styl jakiegoś leku, żeby go uleczył, żeby on jeździć zaczął – wypalił bez pardonu Cieślak.
Gdy współprowadzący studio przyznał, że chociaż wypowiedź jest wyjątkowo mocna, to nie sposób odmówić Cieślakowi racji, były trener reprezentacji Polski dodał, że po prostu żałuje chłopaka. Na te słowa błyskawicznie zareagował dziennikarz, ucinając krótko: „A mi nie szkoda, bo on nie pracuje„.
Ostatnie słowa tylko podkręciły dyskusję i skłoniły legendarnego trenera do ujawnienia kolejnych szczegółów.
On nie pracuje. Ja mu mówiłem – Ty jesteś wysoki. Ojciec po prostu jest facetem dobrze zbudowanym, nawet bardzo. Ty musisz mocno trenować”. A ci jego mechanicy mówią, że no on nic nie robi. No to jak ma jeździć? Jeżeli przybędziesz przez zimę 10 kg, to co? Dlatego, że trenowałeś? Bo my wszyscy pudrujemy rzeczywistość. A dlaczego mamy cały czas pudrować i nie powiedzieć, że robisz tak, że jeździsz tak, że stwarzasz niebezpieczeństwo dla siebie i dla innych? No to trzeba powiedzieć – podsumował Cieślak.
Zaskakująca riposta na torze
Sport bywa jednak przewrotny i lubi pisać najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Zaledwie kilka minut po tym, jak w studio telewizyjnym padły te bezwzględne i dewastujące oceny, Franciszek Karczewski wyjechał do swojego kolejnego wyścigu. Młodzieżowiec Częstochowy stanął na taśmie pod ogromną presją, po czym… świetnie wystrzelił i minął linię mety na pierwszej pozycji. Była to jego pierwsza trójka w całym obecnym sezonie. Czy gorzkie słowa trenera zadziałały jak kubeł zimnej wody, czy to tylko chwilowy błysk? Odpowiedź przyniosą kolejne mecze.
Franciszek Karczewski
Marek CieślakAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!