Nikt nie był w tym sezonie tak blisko pokonania bezapelacyjnego dominatora Metalkas. 2 Ekstraligi jak Hunters PSŻ Poznań. W pierwszym meczu finałowym na domowym obiekcie zremisowali oni z Bydgoszczanami. Pomimo rozczarowania menedżer zespołu pochwalił swoich podopiecznych i zapowiedział walkę do końca.
Początek spotkania był wyjątkowo wyrównany. Do 8. biegu różnica między oboma ekipami wynosiła zaledwie 4 punkty na korzyść Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Wtedy to goście uciekli na dwucyfrową przewagę dzięki wygranym biegom 9. i 10. Wszystkim wydawało się więc, że sprawa zwycięstwa jest zamknięta. Sytuacja zmieniła się po czerwonej kartce dla Szymona Woźniaka. Gospodarze zwietrzyli szansę i ruszyli do odrabiania strat.
Przed ostatnim biegiem tracili dwa punkty do dominatorów Metalkas 2. Ekstraligi. Wszystko rozstrzygnąć miało się więc w drugiej gonitwie nominowanej. W niej zdecydowanie lepiej ze startu wyszli gospodarze w osobach Ryana Douglasa i Dimitriego Berge. Szał radości opanował kibiców „Skorpionów”, lecz tylko na chwilę. Niestety pech odebrał im pokonanie drużyny Dariusza Śledzia. Na ostatnich metrach defekt zanotował Berge i Francuza minął Kai Huckenbeck. Niesamowity scenariusz.
Na taki powrót do walki o zwycięstwo ekipy gospodarzy mógł mieć wpływ miejscowy tor oraz warunki pogodowe. O dziwo, choć nie były najlepsze, zdecydowanie bardziej premiowały Hunters PSŻ. Menedżer zespołu Jacek Kannenberg wspomina, że nawierzchnia miała kluczowe znaczenie, choć płatała figle.
– Tor był na pewno naszym sprzymierzeńcem, tylko wiadomo, że opady, które zaczęły mżyć po piątym biegu, nie wpływały dobrze na ściganie. Nawierzchnia początkowo pod nas pasowała, a później nie mieliśmy już wpływu na pogodę, więc musieliśmy sobie radzić w takich warunkach, jakie były – przyznał.
W Poznaniu mogą mówić o ogromnym pechu. Nikt nie był tak blisko pokonania Abramczyk Polonii Bydgoszcz. Złośliwość rzeczy martwych miała w tym kontekście swoje ostatnie słowo. Niemniej jednak menedżer jest zadowolony z postawy swoich zawodników. Pokazali, że nie są na straconej pozycji w rewanżu, choć o zwycięstwo będzie im bardzo trudno. Pomimo tego Kannenberg nie traci nadzieji.
– Wiadomo, że jest duży niedosyt, bo byliśmy blisko wygranej. Musimy zdobyć 46 punktów w Bydgoszczy, jeżeli chcemy awansować i na pewno będziemy o to walczyli. Chciałem podziękować wszystkim chłopakom, każdy dorzucił swoją cegiełkę do tego wyniku – zakończył menedżer zespołu.
Rewanżowe starcie finałowe w Metalkas 2. Ekstralidze odbędzie się już 20-go września w „mieście nad Brdą”. Faworytami bez wątpienia są Bydgoszczanie, ale Poznaniacy pokazali, że nie można ich skreślać. Czekają nas z pewnością bardzo ciekawe zawody. Kto ostatecznie awansuje do elity? Dowiemy się już za niecały tydzień.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!