Kuriozalne sceny w Świętochłowicach! Jonathan Ejnermark wyszedł do prezentacji, po czym został odsunięty od zawodów przez PZM. Szwedzka federacja bije w dzwon, a sam zawodnik w rozmowie z nami ujawnia kulisy pomeczowego zamieszania.
Kibice zgromadzeni na trybunach w Świętochłowicach przeżyli spore zaskoczenie. W trakcie oficjalnej prezentacji przed zawodami na torze pojawił się Jonathan Ejnermark, co zwiastowało jego udział w ściganiu na obiekcie Śląska. Chwilę później spiker poinformował jednak o wycofaniu zawodnika z powodu kwestii proceduralnych. Fani tym samym zachodzili w głowę, co naprawdę wydarzyło się w parku maszyn.
Sprawa wywołała spore kontrowersje, ponieważ zagraniczni żużlowcy rzadko spotykają się z odmową wjazdu na tor w ostatniej chwili, zwłaszcza po przejechaniu setek kilometrów do Polski. Udało nam się skontaktować z samym zainteresowanym i zapytać bezpośrednio u źródła, jak sytuacja wyglądała z jego perspektywy.
Szwedzka federacja SVEMO stoi murem za swoim reprezentantem i twierdzi, że wszelkie formalności zostały dopełnione. Sam zawodnik nie kryje konsternacji postawą Polskiego Związku Motorowego, który nie wyraził zgody na jego start na obiekcie przy ulicy Bytomskiej.
– Zgodnie z informacjami od SVEMO mamy wszystko, co jest wymagane, włączając w to ubezpieczenie przypisane do licencji oraz oficjalną zgodę na starty. Z tego co rozumiem, do jazdy potrzebna jest albo licencja FIM, albo licencja na starty w Polsce. Ponieważ były to zawody w formule otwartej, SVEMO stało na stanowisku, że nie potrzeba niczego więcej. PZM powiedział jednak 'nie’. W moich dokumentach czarno na białym stoi, że mam prawo startować w zawodach rangi FIM, dlatego zupełnie nie rozumiem, w czym leży problem, tym bardziej że jesteśmy w pełni ubezpieczeni. SVEMO nigdy nie wysłałoby mnie na zawody bez ubezpieczenia – przekazał nam Jonathan Ejnermark.
Wygląda na to, że przyczyną zamieszania stał się twardy opór biurokracji i zderzenie przepisów krajowych z wytycznymi federacji szwedzkiej. PZM skrupulatnie egzekwuje wymogi dotyczące formalnych pozwoleń na starty obcokrajowców na polskich torach, co w tym przypadku doprowadziło do absurdalnej sytuacji. Zawodnik przebrał się w kewlar, zaprezentował przed kibicami, po czym musiał obejrzeć zawody z perspektywy parku maszyn.
Rozbieżności interpretacyjne na linii PZM – Svemo dotykają często kwestii rozszerzeń licencji międzynarodowych oraz terminów przesyłania potwerdzeń do centrali w Warszawie. Niezależnie od tego, kto w tym sporze ma formalną rację, największymi poszkodowanymi pozostają kibice oraz sam zawodnik, który stracił okazję do cennej jazdy na polskim owalu.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!