To był mecz dwóch połów dla Gezet Stali Gorzów w niedzielny wieczór w Lesznie. Pierwsza z nich była doskonała, a później gospodarze przechylili szalę na swoją korzyść.
W niedzielnym spotkaniu PGE Ekstraligi w Lesznie Gezet Stal Gorzów osłabiona brakiem Andersa Thomsena sensacyjnie bardzo mocno postawiła się drużynie gospodarzy. Po siedmiu wyścigach nawet prowadzili różnicą 8 punktów, ale druga połowa meczu nie była już tak udana i musieli uznać wyższość rywali.
25:17 taki wynik widniał na tablicy wyników przed drugą przerwą na kosmetykę toru. Fogo Unia Leszno po niej znalazła optymalne ustawienia i nie pozostawiła złudzeń. Druga część spotkania dla gości była katastrofą i przegrali nią różnicą 18 oczek.
– Cieszę się, że zrobiliśmy niespodziankę w pierwszej fazie zawodów. Było też kim jechać, punktowali zawodnicy. Ja podkreślałem, że to są młode chłopaki i nawet jak lider przegra, oni też przegrają to już ciężko jest. Ta pierwsza faza zawodów była fajna i szkoda tylko, że tak ładnie przegrywamy. – mówił po meczu Piotr Paluch.
To nie był taki tor jak w Lesznie często widzimy, co potwierdził m.in. Piotr Pawlicki w trakcie meczu. Pomimo, że temperatura oscylowała w okolicach 10 °C, to tor bardzo mocno się kurzył i co chwilę na tor wyjeżdżała polewaczka. Tak nawierzchnię na Stadionie im. Alfreda Smoczyka ocenił szkoleniowiec gości.
– Ostatnie biegi bardzo się przesuszał, a tak to był twardszy, później się troszeczkę otwierał i zamykał. Trzeba było robić korekty, ale to na niewiele się zdało, bo mamy za dużo dziur w składzie. Wierzę, że nadejdą takie momenty, że każdy z tych zawodników odpali swój potencjał i będą mecze na plus – ocenił.
Piotr PaluchAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!