Z pewnością podczas rewanżowego finału Krajowej Ligi Żużlowej pierwsze skrzypce grali Krystian Pieszczek oraz Jacob Thorssell. To im należą się największe brawa. Niemniej zupełnie kto inny skradł show w tym spotkaniu - był to Miłosz Wysocki, który wystąpił w biegach nominowanych i pokazał bardzo ambitną jazdę.
Przez wychowanka GKM-u Grudziądz ten sezon nie może zostać zaliczony do szczególnie udanych. Od pierwszych kolejek miał pewne miejsce w składzie, jednak nie prezentował odpowiedniej formy. Najlepszy mecz zanotował ze Śląskiem Świętochłowice przywożąc w czterech startach sześć punktów. To było zbyt mało, aby obronić pozycję w zespole. W jego miejsce ściągnięto Mateusza Bartkowiaka, który jak już wystąpił to nie oddał miejsca w podstawowej ósemce.
Wydawało się, że w tym sezonie Wysocki już na torze się nie pojawi. Niemniej znalazł się w ostatecznym składzie zespołu na decydującą batalię o Metalkas 2. Ekstraligę. Gdy wynik stał się już jasny i Wybrzeże było pewne awansu zdecydowano się dać mu szansę. Otrzymał ją w biegach nominowanych w których zdobył 3+1 i pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie swoją ambitną jazdą. Do pełni szczęścia zabrakło niewiele.
Szkoda, że w żadnym z obu przypadków nie udało mi się przywieźć do mety kompletu punktów. Najważniejszy jest jednak dla nas awans. Fajnie było wyjechać na tor w finale, cieszy mnie to, że dostałem ten kredyt zaufania i mam nadzieję go nie zmarnowałem. W moich motocyklach była prędkość, chęci do walki też mi dzisiaj nie brakowało. Swój występ oceniam więc na plus – przyznał w rozmowie z naszym portalem.
Trudniejszego momentu na wejście w spotkanie nie mógł sobie wyobrazić. Pojawić się pierwszy raz na torze w biegach nominowanych i być w stanie zdobyć punkty to duży wyczyn. Niemniej nie brakowało mu werwy, odwagi i chęci do jazdy a jego ataki po zewnętrznej praktycznie przy samej bandzie kibice zapamiętają na długo. W takim momencie to jest najważniejsze.
To prawda, wejście do zawodów w takim momencie zawsze jest problematyczne. Niemniej ja zawsze jestem przygotowany tak samo. Zawsze chcę walczyć i mam nadzieję, że to pokazałem na torze – dodał Wysocki.
Nie wiemy jak potoczy się dalsza kariera Miłosza. Z pewnością tym ostatnim akcentem pokazał, że wciąż ma argumenty, aby ścigać się w ligowych rozgrywkach co może być sygnałem dla zespołów z Krajowej Ligi Żużlowej. Niemniej sezon jest dla niego nieudany i nie ma pewności, czy ktoś zgłosi się po niego na rok 2027. Pozostaje mu czekać na ofertę i trzymać kciuki.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!