Kryterium Asów zainaugurowało żużlowy sezon 2025 w Bydgoszczy. Świetnie spisali się w tych zawodach żużlowcy miejscowej drużyny, a jedno z trofeum zdobył Szymon Woźniak.
Zawody w Bydgoszczy były drugimi oficjalnymi zawodami w Polsce w tym sezonie. Ciężko było oczekiwać, iż zawodnicy będą walczyć o każdy centymetr toru, choć szczególnie miejscowi zawodnicy pokazywali, że przy Sportowej można się ścigać. Szymon Woźniak jest zadowolony ze swojego występu podkreślając, że były to pierwsze zawody, gdy rywalizowali na tym torze w czwórkę.
– Biorąc pod uwagę, że były to dla mnie pierwsze zawody w tym sezonie to myślę, że mogę sobie wystawić „piątkę”. Generalnie przez większość czasu nie popełniałem błędu… No, może mogłem z tego pierwszego toru jechać pod płot, ale też cały czas się tego toru będę teraz uczył, bo jednak trochę tu się pozmieniało. Natomiast w tym ostatnim wyścigu było ciasno i myślę, że gdybym miał troszeczkę miejsca tam z wyjścia to mógłbym „przelecieć” obok reszty, bo naprawdę czułem bardzo dużą prędkość z wyjścia z łuku, ale rywale zdążyli mnie w porę zablokować – stwierdził po zawodach.
Choć Szymon Woźniak zajął czwarte miejsce to nie wyjechał ze Stadionu Miejskiego im. Marszałka Józefa Piłsudskiego bez nagrody. To właśnie on był zawodnikiem, który zdobył najlepszy czas dnia, który w wielu przypadkach był lepszy o ponad sekundę od innych. Dzięki temu w jego miejsce powędrowała nagroda Memoriału Zbigniewa Raniszewskiego.
– Wszyscy skończyliśmy zawody cało i zdrowo. Poloniści zajęli czołowe miejsca, a ja zakończyłem rywalizację na czwartym miejscu z drugą w karierze paterą Memoriału Pana Remiszewskiego za najlepszy czas dnia. Jestem szczęśliwy. Naprawdę życzyłbym sobie, żebym co roku w taki sposób mógł zainaugurować sezon żużlowy przy pełnym stadionie – wyjawił zadowolony.
Szymon Woźniak z nagrodą za najlepszy czas dnia – trofeum Memoriałowym. (fot. Łukasz Wilk)„Odbudować się? Nie mam po czym!”
Sezon 2024 dla Szymona Woźniaka nie był najłatwiejszy. Rywalizacja w Grand Prix oraz zamieszanie w poprzednim klubie – Stali Gorzów sprawiło, że zawodnik z pewnością nie miał łatwego czasu. Wielu kibiców twierdzi, że powrót do Bydgoszczy to dla niego duża szansa, żeby się odbudować. Sam zawodnik jest jednak daleki od takich stwierdzeń zaprzeczając, że coś takiego byłoby mu potrzebne.
– Ja nie czuję, żebym musiał się z czegokolwiek odbudowywać. Zeszły rok to jest historia. Ja cieszę się, że mogę zaczynać sezon w macierzystym klubie przy pełnych trybunach. Robię swoje i cieszę się jazdą. Patrzę przed siebie i skupiam się na tym, co mnie czeka. Absolutnie nie mam chęci udowadniania czegokolwiek komukolwiek, a tym bardziej myśli o jakimś odbudowaniu się – zaczął.
Zawodnik nie musi podnieść się i budować na nowo. Doskonale wie na co go stać i ile może wywalczyć. Jak zaznaczył – sport bywa okrutny. Raz wiedzie się lepiej, ale innym razem wyniki bywają gorsze i składa się to z wielu rzeczy. Przenosiny do macierzystego klubu Szymon Woźniak traktuje jako nowe wyzwanie i ma dużą satysfakcję, że może startować z „Gryfem” na piersi.
– Gdybym powiedział, że chciałbym się odbudować, to znaczy, że coś zrobiłem źle, że popełniłem jakieś błędy, że gdzieś się zagubiłem, zatraciłem albo coś olałem, a nic takiego nie miało miejsca, także ja nie mam czego się odbudowywać. Taki wygląda sport, że raz wyniki są lepsze, raz gorsze. To jest uzależnione od tysięcy czynników, o których czy kibice, czy dziennikarze nie mają nawet pojęcia. Także łatwo oceniać wyniki, ale w środku to wygląda zupełnie inaczej. Ja po prostu cieszę się, że zaczynam kolejny rozdział w mojej karierze i czuję z tego dużą frajdę – uznał nasz rozmówca.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!