Krzysztof Buczkowski ma za sobą bardzo udane dwa turnieje o Indywidualne Mistrzostwo Polski. 40-latek przyznał, że sobotnie zawody kosztowały go sporo stresu. Opowiedział też o swojej gotowości do startów z najlepszymi, a także o współpracy z Aleksandrem Łoktajewem.
Krzysztof Buczkowski do finału sobotnich zawodów musiał przebijać się przez bieg barażowy. 40-latek musiał w nim do samego końca odpierać ataki siedzącego mu na kole Jakuba Jamroga. Ostatecznie jednak Buczkowski do samej mety nie oddał prowadzenia.
– Faktycznie musiałem się trochę napracować. Chyba ze trzy razy poczułem, że ktoś uderzył w moje tylne koło. Myślałem nawet, że to był Wiktor, ale starałem się w ogóle nie oglądać za siebie. Skupiłem się na swojej jeździe i pilnowałem krawężnika – powiedział.
Buczkowski musiał w finale uznać wyższość Kacpra Woryny, którego tamtego dnia był przy Sportowej niełapalny. Zawodnik Abramczyk Polonii Bydgoszcz uważa, że była okazja do pokonania 30-latka, jednak choć jej nie wykorzystał, to jak najbardziej ma on powody do zadowolenia.
– Była okazja do ugryzienia go. Już myślałem, że ta brama się otwiera i będzie okazja do ataku, ale niestety na wejściu i wyjściu z łuku wszystko się zamknęło. Mimo wszystko drugie miejsce jest świetnym wynikiem. Myślę, że wszyscy powinniśmy być zadowoleni – mówi.
Buczkowski chwali współpracę z Łoktajewem
Buczkowski w dwóch dotychczas rozegranych turniejach pokazał, że nadal potrafi na krajowym podwórku mierzyć się skutecznie z najlepszymi. 40-latek na pytanie czy jest w stanie rywalizować w PGE Ekstralidze odpowiedział, że gdy zdarzy się taka okazja, to będzie musiał z niej skorzystać.
– W mojej karierze zawsze zdarza się jakaś okazja i trzeba ją wykorzystać. Jesteśmy mocni u siebie i jestem zadowolony. W polskiej lidze miałem ostatnio trochę zadyszki, bo nie funkcjonowałem na takim poziomie, na jakim bym chciał. Ostatni mecz z Rybnikiem wyglądał już jednak zdecydowanie lepiej. Wtedy korzystałem z trzech motocykli, a dziś wybraliśmy ten trzeci z tamtego spotkania i okazało się, że to był dobry wybór – powiedział.
Żużlowiec „Gryfów” podkreśla również, że ważną rolę odgrywają w tym wszystkim mechanicy, a także Aleksandr Łoktajew, który pomagał „Buczkowi” już także przy okazji rywalizacji w Toruniu.
– Trochę się tego pierwszego pola obawiałem, ale to duża zasługa moich mechaników – Piotra i Jasia. Cały czas pilnowali przełożeń. Ogromnie pomógł też Ołek Łoktajew, który jest cały czas przy mnie. Mamy bardzo dobrą współpracę, doskonale się rozumiemy, a jego podpowiedzi są naprawdę trafne. Ja mam już tylko wyjechać na tor i to wykorzystać, bo to ja jestem kierowcą -powiedział.
Buczkowski po dwóch rundach IMP-u plasuje się na czwartej pozycji ze stratą zaledwie dwóch punktów do podium. Mimo to, 40-latek nie myśli o swoich szansach medalowych.
– Nie myślę o tym. Nie myślałem przed zawodami i nie będę myślał teraz. Tabela jest bardzo ciasna, ale jedziemy dalej. To jest tylko sport – zakończył Buczkowski.

Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!