Bydgoskie lanie Stali Rzeszów zeszło na dalszy plan! Kiedy drużyna przegrywała na torze, przed kamerami pojawił się Krzysztof Kasprzak. Doświadczony jeździec odpalił prawdziwą bombę i wyjawił kulisy absencji Franciszka Majewskiego.
Ekipa Dakar Development Stali Rzeszów została brutalnie zweryfikowana. Abramczyk Polonia Bydgoszcz rozbiła gości z Podkarpacia aż 58:32, nie zostawiając im najmniejszych złudzeń. Zespół gospodarzy do pewnego triumfu poprowadzili bezbłędny Kai Huckenbeck, autor czternastu oczek, oraz rewelacyjny junior Maksymilian Pawełczak, który zapisał przy swoim nazwisku świetne dwanaście punktów i dwa bonusy. W obozie „Żurawi” dwoił się i troił Oskar Fajfer, który uzbierał dziesięć oczek, a wspierał go walczący o każdy centymetr toru Francis Gusts z dorobkiem dziewięciu punktów. To jednak zaledwie kropla w morzu potrzeb. Najbardziej w oczy rzucała się gigantyczna dziura w rzeszowskiej formacji młodzieżowej i U24. Krzysztof Sadurski, Maksym Borowiak i Adrian Przybyło uciułali łącznie mizerne dwa punkty. Ten katastrofalny wynik formacji juniorskiej rzuca zupełnie nowe światło na głośną aferę wokół odsuniętego od składu Franciszka Majewskiego.
Właśnie podczas tego tragicznego dla rzeszowian starcia w Bydgoszczy przed telewizyjnymi kamerami stanął Krzysztof Kasprzak. Zamiast owijać w bawełnę, doświadczony jeździec odpalił prawdziwą bombę. Odniósł się bezpośrednio do sytuacji 19-latka, który jeszcze kilka dni wcześniej żalił się w mediach na brak jazdy. Z relacji byłego wicemistrza świata wyłania się kompletnie inna wersja wydarzeń – wychodzi na to, że młodzieżowiec sam zrezygnował z rywalizacji.
– W środę Franciszek był na zawodach w Tarnowie. Dwa trzy wyścigi miał pojechać – taka była decyzja naszego sztabu szkoleniowego. Odmówił jazdy, bał się o swoje zdrowie i że coś mu się stanie, bo półtorej tygodnia na motorze nie siedział. Jeżeli więc bał się jeździć w środę, to mówię, że wspólnie ze sztabem też boimy się o jego zdrowie. Po prostu został w domu, odpoczywa. Miejmy nadzieję, że już w przyszłym tygodniu wróci na treningi – powiedział Krzysztof Kasprzak w wywiadzie dla Canal+Sport.
Zakulisowa gra i narastający konflikt
Słowa doświadczonego lidera perfekcyjnie wpisują się w narrację zarządu klubu, który od dawna toczy batalię z krnąbrnym juniorem. Prezes Katarzyna Marszałek już wcześniej głośno mówiła, że całe to zamieszanie ma drugie dno finansowo-kontraktowe. Jej zdaniem wezwanie do zapłaty wystawione przez zawodnika na kilkadziesiąt godzin przed upływem terminu było zwykłą zagrywką taktyczną, a sam zawodnik wcale nie został skreślony za karę. Działaczka wprost zasugerowała, że 19-latek szukał haczyka, by wyrwać się z Rzeszowa za darmo i uniknąć konieczności płacenia ekwiwalentu za wyszkolenie przez nowy klub. Dodała również, że nierealne były oczekiwania młodzieżowca, aby klub wysyłał z Rzeszowa do Piły mechanika ze sprzętem tylko po to, by ten mógł odbyć prywatny trening.
Z kolei sam Majewski w swoich wcześniejszych medialnych wystąpieniach szedł w zaparte, twierdząc, że został odcięty od motocykli i o żadnym zrywaniu umowy nic nie wie. Zapewniał o swoim profesjonalizmie, narzekając na brak jasnych komunikatów ze strony sztabu szkoleniowego i deklarując pełną gotowość do startów.
Po brutalnej weryfikacji w Bydgoszczy, gdzie juniorzy Stali stanowili jedynie tło dla rywali, rzeszowski park maszyn potrzebuje pilnego wstrząsu. Czas pokaże, czy przymusowy urlop 19-latka faktycznie ostudzi gorące głowy, czy ta medialna wojna doprowadzi do ostatecznego rozstania z pominięciem regulaminowego ekwiwalentu.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!