W przyszłym roku Grand Prix na żużlu po długiej przerwie powróci do Australii. To właśnie za Oceanem będziemy kończyć elitarny cykl. Obecność swojego kraju w terminarzu skomentował Brady Kurtz, żużlowiec zapowiada świetne ściganie.
W ubiegłą sobotę przy okazji organizowania ostatniej rundy FIM Speedway Grand Prix na Motoarenie promotorzy cyklu ogłosili bardzo ważną rzecz. Przedstawili oni bowiem terminarz przyszłorocznych zmagań, w którym znalazło się miejsce dla wyjątkowej lokalizacji. Już od jakiegoś czasu mówiło się, że cykl chce powrócić do Australii. Mayfield Sports Events potwierdziło ten fakt. Fakt zawodów w swoim kraju docenił brązowy medalista Indywidualnych Mistrzostw Świata.
Plotki na temat turnieju Grand Prix w Australii już od jakiegoś czasu pojawiały się w środowisku żużlowym. Kiedy więc kraj ten pojawił się w oficjalnym terminarzu, nie można było być zdziwionym. Zmagania wydają się być naprawdę przemyślane. Wszak na torze w Gillman odbędzie się nie jedna, a dwie rundy walki o mistrzostwo świata.
Z uwagi na masę czynników dwa zamykające turnieje będą miały miejsce w końcówce października 2027. Przedłuży to więc nieco sezon żużlowy, który w Europie dobiegnie już końca.
Grand Prix powraca do Australii po 10 latach. Dekadę wcześniej żużlowcy ścigali się na stadionie w Melbourne. W przyszłym roku Australijczycy będą mieli możliwość zaprezentowania się w swoim własnym kraju. O tej możliwości po zawodach w Toruniu wypowiedział się Brady Kurtz.
– Jestem szczęśliwy z tego powodu. Uważam, że to nieco za późno. Mamy sporo dobrych zawodników w Grand Prix przez ostatnie lata i brak domowej rundy to był wstyd. Myślę, że runda będzie fajna. Oby udało się wszystko dobrez zorganizować, bo Gillman to dobry tor. Wydaję mi się, że może być tam naprawdę dobre ściganie – mówił brązowy medalista na konferencji prasowej.
Kurtz po trzecim miejscu w tym sezonie i drugim w roku ubiegłym z pewnością ponownie zaatakuje tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. Wiele wskazuje na to, że rozstrzygnie się on podczas ostatnich dwóch rund właśnie za Oceanem. Jak wspomniał zawodnik wrocławskiej Sparty, chciałby móc powalczyć o złoto przed własną publicznością.
– Czekam na to. Oczywiście do turniejów Grand Prix w Australii jest jeszcze dużo czasu, ale mam nadzieję, że pod koniec przyszłego roku znów będę w stanie być w czołówce. Walka o tytuł we własnym kraju byłaby czymś wyjątkowym – przyznał.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!