Nazywali go drugim Zmarzlikiem. Jednak pasmo kontuzji oraz ogromna zapędziły go w kozi róg. Obecnie jego kariery stoi na rozstaju dróg.
Jeszcze kilka lat temu, gdy ścigał się jako junior, porównywano go do ikony sportu żużlowego Bartosz Zmarzlika. Obecnie jest po kiepskim sezonie na zapleczu PGE Ekstraligi w zespole H. Skrzydlewska Orzeł Łódź i nadal nie podpisał umowy na sezon 2026. Kariera Mateusza Bartkowiaka mocno wyhamowała i chłopak uznawany niegdyś za ogromny talent obecnie ma duży problem z zapewnieniem sobie regularnych startów w rozgrywkach ligowych. Czy znajdzie zatrudnienie na następny sezon i udowodni, że nadal potrafi ścigać się na wysokim poziomie?
Media dolewały oliwy do ognia
,,Drugi Zmarzlik” czy ,,Następca mistrza”. To tylko kilka z pseudonimów, jakimi określany był za młodu Mateusz Bartkowiak. Z jednej strony takie opisy są ogromnymi pochlebstwami. Zresztą nie wzięły się znikąd. Mateusz Bartkowiak swojego czasu był ogromnym talentem. Nie każdy może zasłużyć sobie na porównania do Bartosza Zmarzlika, którego już dziś wielu uważa za najlepszego żużlowca w historii. Jednak takie komentarze to miecz obusieczny. Mogą zarówno podbudować ego zawodnika, jak i dołożyć ogromny bagaż presji na jego barki. Wielokrotnie byliśmy świadkami, gdy młodzi sportowcy okrzyknięci następcą wielkiego talentu, pękało pod presją oczekiwań, które budowało środowisko, otoczenie, kibice czy media.
Kontuzje wyhamowały wielki diament
Wstrząs mózgu, zbite płuco, pęknięte kręgi, złamana kość śródstopia czy złamany obojczyk. To tylko niektóre urazy, z jakimi zmagał się na początku swojej obiecującej kariery Mateusz Bartkowiak. Żużel widział już wiele talentów, których kariery zostały gwałtownie wyhamowane przez kontuzje. Wiele zawodników do dzisiaj nie wróciło na poziom, jaki reprezentowali przed pewną kontuzją. W przypadku Mateusza Bartkowiaka liczne urazy były mocnym klinem w karierze utalentowanego zawodnika. Zmagał się z nową kontuzją praktycznie w każdym sezonie swojej młodzieżowej kariery. Choć wiek juniora to okres gdzie zawodnicy sporo upadają to taki natłok kontuzji to rzadkość nawet w przypadku tak kontuzjogennego sportu, jakim jest żużel.
Orzeł Łódź ostatnią deską ratunku?
W sezonie 2024 Mateusz Bartkowiak udał się na wypożyczenie do zespołu H. Skrzydlewska Orzeł Łódź. To tam miał na celu udowodnić wszystkim, że nadal ma w sobie to coś. Był to bądź co bądź udany sezon dla zawodnika, który odjechał swój ostatni rok w kategorii młodzieżowej. Zakończył rok ze średnią 1.459 pkt./bieg i został jednym z lepszych juniorów na drugim szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Efektem tak dobrze odjechanego sezonu była oferta podpisania kontraktu na sezon 2025. Tym razem Bartkowiak miał być seniorem w barwach Orła. Jednak poprzedni sezon nie należał do udanych. Gdy wydawało się, że kariera Bartkowiaka wróci na właściwe tory, okazało się, że nie uda się tego dokonać w sezonie 2025.
Mateusz Bartkowiak nie dostał wielu szans jako zawodnik na pozycji U24 w Orle. Sensacja rozgrywek Metalkas 2. Ekstraligi Mikkel Andersen wygryzł go ze składu. Młody Duńczyk ma za sobą fenomenalny sezon i Łódź mogła wielokrotnie na niego liczyć nawet w najtrudniejszych momentach. Wielokrotnie startował w wyścigach nominowanych jako jeden z najlepszych zawodników drużyny. Tym samym nie może pochwalić się Mateusz Bartkowiak. Chociaż zdarzały się przebłyski. W meczu przeciwko Unii Tarnów na wyjeździe zgromadził aż 9 punktów w pięciu startach, jadąc spod numeru 2. W meczu z Tarnowem u siebie w obu startach przyjeżdżał z punktem do mety. Jednak to nie starczyło, aby otrzymał więcej konkretnych okazji do startów w pierwszym składzie. Obecnie jego kariera stoi na rozstaju dróg. Mateusz Bartkowiak nadal nie podpisał żadnego kontraktu na sezon 2026. Choć jest jeszcze kilka dostępnych opcji, to szanse maleją z dnia na dzień. Być może jeszcze w tym roku ponownie usłyszymy o Bartkowiaku, choć na ten moment nie wiele na to wskazuje.
Mateusz Bartkowiak (N) gdy startował dla Stali GorzówAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!