Przepis o zawodniku U24 ratuje kariery czy produkuje ligowych przeciętniaków? Statystyki są bezlitosne, a średnie biegowe lecą w dół. W Częstochowie przeżywają dramat, a w Lublinie i Wrocławiu młodzież cieniuje za plecami liderów. Tomasz Bajerski w mocnych słowach podsumowuje sytuację.
Mija właśnie szósty rok, odkąd regulamin wymusił na klubach PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi stawianie na zawodników do lat 24. Przepis, który od samego początku budził skrajne emocje, dziś znów trafia pod lupę kibiców i ekspertów. Liczby są bezlitosne – w ostatnich trzech latach żaden żużlowiec z tej formacji w najlepszej lidze świata nie zdołał wykręcić średniej biegopunktowej na poziomie 2.000. Co więcej, statystyki większości z nich stoją w miejscu lub wręcz pikują. Mimo to Tomasz Bajerski twardo broni rewolucji, która weszła w życie przed sezonem 2021, i nie zamierza podpisywać się pod krytyką tego rozwiązania.
Obecnie na czele ekstraligowego rankingu U24 znajduje się Mateusz Cierniak, który minimalnie wyprzedza Mathiasa Pollestada oraz Bartłomieja Kowalskiego. Choć reprezentant Orlen Oil Motoru Lublin był najskuteczniejszy w swojej kategorii również w minionym sezonie, jego średnia ani razu nie drgnęła powyżej granicy 1.800 punktu na bieg. W naszpikowanej gwiazdami ekipie „Koziołków” Cierniak zamyka seniorskie zestawienie. Podobnie wygląda sytuacja Kowalskiego we Wrocławiu – odkąd opuścił wiek juniora, trzykrotnie musiał uznać wyższość wszystkich starszych kolegów z formacji krajowej. Czy bez parasola ochronnego ci chłopacy w ogóle powąchaliby ekstraligowy owal?
– Myślę, że mieliby na pewno pod tym względem gorzej i ciężej. Mimo wszystko uważam jednak, że przepis o zawodniku do lat 24 w składach jest jak najbardziej dobry. U24 ani nie zawyża, ani nie zaniża poziomu sportowego, bo gdzie indziej ten zawodnik jest po prostu słaby, albo jest tylko na sztukę, a gdzie indziej faktycznie potrafi zrobić różnicę, jak na przykład we Wrocławiu czy Lublinie – stanowczo ocenia Tomasz Bajerski, były szkoleniowiec klubów z Ostrowa Wielkopolskiego i Bydgoszczy.
Dramat w Częstochowie i walka o przetrwanie
Na przeciwnym biegunie meldują się żużlowcy, dla których jazda z numerem przeznaczonym dla zawodnika U24 stała się drogą przez mękę. Prawdziwy koszmar przeżywa w tym roku Sebastian Szostak. Wychowanek ostrowskiego klubu na trzydzieści wyjazdów na tor zdołał wygrać zaledwie jeden pojedynczy wyścig. Ta fatalna seria sprawia, że zawodnik Krono-Plast Włókniarza Częstochowa jest obecnie najgorszym seniorem w całej PGE Ekstralidze, a jego średnia na poziomie 0.633 to historyczne dno tej formacji. Tak słabo nie prezentował się jeszcze nikt, odkąd wprowadzono ten przepis.
Patrząc wstecz na historię tego zapisu, absolutnym benchmarkiem pozostaje Dominik Kubera. W sezonie 2023 obecny stały uczestnik cyklu Grand Prix wykręcił siódmą średnią w całej lidze, stając się pełnoprawnym liderem Motoru Lublin. Do jego wyczynu żaden inny Polak startujący jako U24 nawet się nie zbliżył. Klasą dla siebie byli jedynie obcokrajowcy, jak Daniel Bewley czy Robert Lambert, którzy błyskawicznie wykorzystali szansę od losu. Dopuszczenie zagranicznych nazwisk do tej formacji wciąż budzi dyskusje, ale dla Bajerskiego sprawa jest jasna.
– Wydaje mi się, że to dobrze, że dopuszczono do jazdy w tej kategorii także zawodników zagranicznych. Gdyby był to wyłącznie Polak, to kleilibyśmy dziurę „byle kim”, albo w jego miejsce desygnowany byłby zawodnik rezerwowy. Uważam, że nie ma to większego znaczenia, czy jako U24 pojedzie Polak, ale na pewno pozostałbym przy limicie czterech krajowych zawodników w składzie – tłumaczy doświadczony menedżer w rozmowie z portalem ekstraliga.pl.
Młodzieżowa rewolucja w Gorzowie i Grudziądzu
Prawdziwy przełom przyniósł jednak sezon 2026, w którym weszły w życie nowe przepisy umożliwiające zagranicznym żużlowcom starty na pozycjach juniorskich. Część klubów natychmiast wyczuła koniunkturę i zrezygnowała z klasycznego, starszego zawodnika U24. Bayersystem GKM Grudziądz oraz Gezet Stal Gorzów postawiły na wariant z dodatkowym młodzieżowcem, dzięki czemu ich juniorzy dostają potężną dawkę jazdy w starciach z najlepszymi. Dla młodych chłopaków wrzucenie na głęboką wodę ma być przepustką do wielkiej kariery. Tomasz Bajerski w pełni popiera tę strategię, widząc w niej szansę na szybszy rozwój.
– Dla nich myślę, że nie jest to żadne obciążenie, a tylko pomaga im to szybciej przystosować się do walki z seniorami i do ciężkiej pracy, żeby po skończeniu 21 lat byli już gotowi do startów właśnie jako seniorzy. Uważam, że taka taktyka jest dla nich bardzo dobra.
Tomasz BajerskiAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!