Trzęsienie ziemi w Lublinie! Motor na dwa sezony wyprowadza się do Gniezna, a wiceprezydent Tomasz Fulara odsłania kulisy negocjacji z klubem. Miasto proponowało remont etapami, ale klub odmówił. Padły mocne słowa o finansach i postawie zarządu!
Przeprowadzka Orlen Oil Motoru Lublin na owal w Gnieźnie staje się faktem. Rozgrywanie meczów w roli gospodarza niemal 500 kilometrów od Alej Zygmuntowskich 5 to gigantyczny cios dla kibiców, ale i zapalnik w relacjach między władzami miasta a zarządem trzykrotnych drużynowych mistrzów Polski. Wiceprezydent Lublina Tomasz Fulara w mocnych słowach podsumowuje postawę kierownictwa klubu i ujawnia kulisy negocjacji dotyczących modernizacji lubelskiego obiektu.
Propozycja zburzona. Klub nie chciał remontu etapami
Kibice „Koziołków” od tygodni zachodzili w głowę, dlaczego domowa arena musi zostać całkowicie zamknięta, a drużyna zmuszona do wyjazdu na drugi koniec Polski. Jak się okazuje, ratusz miał na stole zupełnie inny scenariusz, który pozwoliłby zatrzymać czarny sport w mieście.
W rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim” wiceprezydent Tomasz Fulara zdradził, że samorząd proponował prowadzenie prac budowlanych bez wyłączania obiektu z użytkowania.
– Powtarzam, taka propozycja z naszej strony padła. Zakładaliśmy, że przebudowa mogłaby być prowadzona częściowo, na przykład sektorami lub po jednej czwartej stadionu. Wówczas zamiast 10 tysięcy widzów zawody mogłoby oglądać na żywo 6 czy 8 tysięcy osób. Takie propozycje były przedstawiane, ale klub się na nie nie zgodził. Sam nie jestem zwolennikiem rozwiązania polegającego na całkowitym zamknięciu stadionu. (…) Ostatecznie zapadła decyzja o zamknięciu obiektu i rozgrywaniu meczów przez klub poza Lublinem. Jeszcze raz podkreślam – była to decyzja klubu – wyjawił wiceprezydent Fulara na łamach „Dziennika Wschodniego”.
50 milionów na stole i pytania o sens finansowania
Odmowa ze strony klubu rodzi napięcia na linii finansowej. Do Rady Miasta trafiła interpelacja o zabezpieczenie 6 milionów złotych na wsparcie Motoru w kolejnym budżecie. Samorządowcy z Lublina zaczynają jednak głośno pytać o ekwiwalent promocyjny i wdzięczność za dotychczasowe wsparcie, które pozwoliło zbudować potęgę lubelskiego żużla.
– Od początku współpracy z klubem Lublin przeznaczył na żużel blisko 50 mln złotych. Miasto było jednym z pierwszych i największych podmiotów finansujących jego działalność. Przypuszczam, że prezes Jakub Kępa potwierdzi fakt, że gdyby nie samorząd Lublina, to przy najszczerszych chęciach czarny sport nie byłby w naszym mieście reaktywowany. A już na pewno nie na takim poziomie. Dzięki temu kibice mogli oglądać sukcesy sportowe Motoru. A odnoszę wrażenie, że władze klubu zdają się zapominać o wkładzie miasta – przyznał wprost Tomasz Fulara w wywiadzie dla „Dziennika Wschodniego”.
Przedstawiciel ratusza dodał, że przy dzieleniu miejskich środków trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż mecze nie będą rozgrywane przy Zygmuntowskich, co mocno ogranicza promocyjny wymiar wsparcia.
Ewakuacja do Gniezna po spięciu z Tarnowem i Ekstraligą
Przenosiny do Gniezna to efekt domina po tym, jak z przyczyn infrastrukturalnych upadła koncepcja startów w Tarnowie. Tamta próba wywołała spory niesmak w środowisku, a medialny spór między włodarzami obu miast i prezesem Jakubem Kępą Tomasz Fulara określił jako zupełnie niepotrzebną wymianę zdań, która postawiła klub w niekorzystnym świetle przed sponsorami.
Cała sprawa wpisuje się w trwające od dłuższego czasu napięcie wokół lubelskiego obiektu. Zaledwie miesiąc temu wiceprezydent Fulara ostro odpierał ataki ze strony centrali Speedway Ekstraligi, która groziła odebraniem licencji na sezon 2027. Ratusz zarzucał wówczas władzom ligi wywieranie presji na procedury przetargowe i medialną grę. Wobec konieczności unieważnienia poprzedniego przetargu na budowę i rygorystycznych procedur zamówień publicznych, dwuletni rozbrat z Lublinem staje się faktem.
Wszystko wskazuje na to, że przez sezony 2027 i 2028 mistrzowie Polski będą podnosić taśmę w górę na torze przy ulicy Wrzesińskiej 25 w Gnieźnie. Oględziny obiektu przez delegację z Jakubem Kępą oraz władzami Ekstraligi wypadły pomyślnie, a gnieźnieński samorząd z otwartymi ramionami czeka na najsilniejszą ekapę w kraju. Kibicom z Lublina pozostają jednak setki kilometrów spędzone w podróży i gorzki posmak rozmów o domowym stadionie.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!