W sezonie 2025 Mikkel Michelsen wygrał kluczowe wyścigi we Wrocławiu i Lublinie. Jego klasa w decydujących o awansie do finału i złocie gonitwach zasługiwała na owację na stojąco. W tegorocznej kampanii Duńczyk miał swoje problemy, ale w końcowej fazie prezentuje swoją najlepszą wersję. - Ciężka praca przyniosła efekty we właściwym momencie - przyznał Michelsen.
PRES Grupa Deweloperska Toruń przystępuje do rewanżu we Wrocławiu w znakomitych nastrojach. W niedzielny wieczór „Anioły” będą bronić dwudziestopunktowej zaliczki z Motoareny. Spora w tym zasługa Duńczyka, który przeżywa renesans formy. Mikkel Michelsen zdobył w pierwszym finale 14 punktów. Sposób na niego znalazł tylko Artiom Łaguta, ale w drugiej fazie zawodów 32-latek dwukrotnie zrewanżował się Rosjaninowi z polskim paszportem.
– Z mojej perspektywy wygląda tak, że jest coraz lepiej. Wykonaliśmy kawał ciężkiej roboty w drugiej części sezonu i w końcu to przynosi dobre efekty. Wydaje mi się, że dzieje się to w najlepszym możliwym momencie – przyznał Michelsen w rozmowie ze speedwaynews.pl.
Duńczyk zwrócił uwagę, że sprawa złotego medalu nie jest rozstrzygnięta i przed jego drużyną kolejne, trudne zadanie do wykonania. – W Toruniu ziścił się wymarzony scenariusz. Cieszyliśmy się tym wynikiem, ale musimy pamiętać, że przed nami druga odsłona finału we Wrocławiu. W żużlu nigdy nie można odczuwać czegoś w rodzaju komfortu – podkreślił.
Mikkel Michelsen znów odegra kluczową rolę?
Kibice żużla w Polsce z pewnością pamiętają, co działo się w sezonie 2025. Najpierw był półfinał we Wrocławiu. Gospodarze prowadzili 43:35 i mieli widoki na odrobienie strat z pierwszego spotkania. Potrzebowali wygranej w wyścigu nr 14. Pod taśmą ustawili się Patryk Dudek, Bartłomiej Kowalski, Mikkel Michelsen i Maciej Janowski. Zawodnik do lat 24 „Spartan” wygrał start, a Maciej Janowski próbował się przedrzeć na punktowaną pozycję po zewnętrznej.
Na szczęście dla ekipy Piotra Barona, swoje zrobił Michelsen. W fenomenalnym stylu wyprzedził i odwiózł Kowalskiego, z czego skorzystał „Duzers”. Torunianie wjechali do finału. W rewanżu w Lublinie „Anioły” znów broniły zaliczki i potrzebowały remisu w – a jakże – wyścigu nr 14. Ponownie dała o sobie znać zimna krew Michelsena. Duńczyk zwyciężył i nawet zerówka Roberta Lamberta nie miała znaczenia.
Teraz scenariusz z kluczową rolą Michelsena znów wchodzi w życie. Żużlowiec z kraju Hamleta pokonał kryzys z początku sezonu, więc kibice z grodu Kopernika z optymizmem patrzą na jego występ na Dolnym Śląsku i sprawę obrony tytułu.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!