Maksymilian Pawełczak zdobył w sobotę złoty medal Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski. 16-latek wyrwał mistrzostwo na ostatnich metrach swojemu klubowemu koledze, Wiktorowi Przyjemskiemu.
Maksymilian Pawełczak w sobotnich zawodach nie miał sobie równych, pewnie zwyciężając z kompletem punktów. Junior nie ukrywa jednak, że radość miesza się u niego ze smutkiem z powodu wypadku Wiktora Przyjemskiego.
– Brzmi to dumnie. Rok temu miałem srebro, a Wiktor zwyciężył, a teraz było na odwrót. Wiadomo, że w takich okolicznościach nie cieszy to tak jak chciałem. Dużo zdrowia dla Wiktora i oby jak najszybciej wrócił na tor – mówi Pawełczak.
Pomimo reprezentowania tych samych barw klubowych, żaden z zawodników nie zamierzał odpuszczać. Bezpośrednie starcie między tymi zawodnikami zakończyło się upadkiem Przyjemskiego. Pawełczak zauważa, że w zawodach indywidualnych nie ma sentymentów, natomiast nie ma też żadnych pretensji w kierunku starszego kolegi z klubu.
– Zawody indywidualne to zawody indywidualne, więc walczyliśmy o zwycięstwo i nie patrzymy na to, czy obok jedzie nasz kolega z zespołu, bo po prostu każdy chce wygrać. Wyszło jak wyszło, obaj bardzo chcieliśmy w tym ostatnim biegu. Już po pierwszej odsłonie trochę zaogniła się atmosfera i te emocje były jeszcze większe. Ten upadek natomiast niefortunny i myślę niepotrzebny – pikowałem i wchodziłem pod Wiktora i przytrzymałem motocykl, aby utrzymać się przy krawężniku, a on chciał wejść jeszcze pode mnie. Nie ma jednak co szukać winnego – tak jak mówiłem, obaj bardzo chcieliśmy, ale skończyło się tak jak się skończyło – powiedział Pawełczak.
Napięcie wisiało w powietrzu
Poza torem obaj zawodnicy są dobrymi kolegami. 16-latek przyznał jednak, że przed ostatnim wyścigiem czuć było spore napięcie między nimi, czując ogromny ciężar gatunkowy nadchodzącego pojedynku.
– Do piątej serii wszystko było w porządku, ale jak wyjeżdżaliśmy do ostatniego biegu to już się trochę unikaliśmy (śmiech). Staraliśmy się nie wchodzić sobie w drogę, bo obaj mieliśmy w sobie tyle emocji, że czuć było to „coś” – mówi Pawełczak.
Pawełczak mimo zaledwie niespełna 17 lat na karku, może się poszczyć wieloma medalami na arenie krajowej. Młodzieżowiec Abramczyk Polonii Bydgoszcz mówi, że jeszcze przed nim sporo pracy, aby przełożyć to na sukcesy międzynarodowe.
– Jak każdy, uwielbiam wygrywać, więc im szybciej to się dzieje tym dla mnie lepiej, więc bardzo się cieszę z tego złota, nawet pomimo tych okoliczności. Złoto jednak zawsze będzie złotem. Teraz przede mną jeszcze mistrzostwa świata juniorów – do osiągnięcia tego, jak i kolejnych sukcesów jednak jeszcze daleka droga, do której będę musiał dojść małymi kroczkami, chłodną głową i ciężką pracą – powiedział.
Młodzieżowiec od samego początku czuł się znakomicie na swoim domowym torze. Świeżo upieczony mistrz Polski nie ukrywa radości z tego, że tor przy Sportowej jest obecnie bardzo powtarzalny.
– Tor był podobny do tego co na lidze. W piątek odbyliśmy tu trening i myślę, że udało nam się osiągnąć powtarzalność tego toru, z czego bardzo się cieszę – tak naprawdę obecnie na każdych zawodach ten tor jest do siebie zbliżony. Nic tylko cieszyć się i wygrywać (śmiech) – cieszy się Pawełczak.
Sobotnie zmagania okazały się też ogromnym sukcesem organizacyjnym. Zawody bowiem śledziło około trzech tysięcy osób. Pawełczak liczy na to, że za rok turniej ponownie zawita do Bydgoszczy.
– Świetna sprawa, że takie zawody odbywają się przed moją publicznością. Oby w tym roku ponownie nam się udało wygrać DMPJ, abyśmy za rok znowu mogli się tutaj ścigać – mówi na koniec Pawełczak.
Maksymilian PawełczakAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!