Koniec sprzętowego wyścigu zbrojeń w Szwecji! Od 2027 roku w tamtejszych ligach wszyscy pojadą na oponach jednego producenta. Ta decyzja wywołała ogromne poruszenie, a w sieci wybuchła burza z udziałem Roberta Lamberta.
W szwedzkim czarnym sporcie szykuje się gigantyczna zmiana, która ma zatrzymać szalone tempo wzrostu kosztów. Od sezonu 2027 wyłącznym dostawcą ogumienia dla wszystkich lig w Kraju Trzech Koron będzie Mitas. Decyzja SVEMO wywołała spore poruszenie, a w sieci błyskawicznie pojawiło się mnóstwo domysłów i nieporozumień. Szef sekcji żużlowej szwedzkiej federacji, Krister Gardell, w rozmowie z portalem Speedwayfans.se przedstawia kulisy tej decyzji i bez ogródek odpowiada na utyskiwania gwiazd cyklu Grand Prix.
– Dbam o szwedzkich zawodników – deklaruje krótko Gardell, wyjasniając, że cała inicjatywa wyszła od samych żużlowców, dla których opony stanowią dziś największy koszt w przeliczeniu na pojedyncze zawody.
Prace nad zmianami trwały od dawna. Szwedzi już w zeszłym roku przeprowadzili pierwsze zapytanie ofertowe, jednak kluby Bauhaus-Ligan uznały, że październik to zbyt późny termin na wprowadzanie nowych zasad na kolejny sezon. Tym razem federacja postawiła na pełną transparentność i wyznaczyła termin publikacji nowego kontraktu przed końcem lipca, by wszyscy zdążyli się odpowiednio przygotować.
Koniec teorii spiskowych i walka z drożyzną
Do przetargu stanęły trzy marki: Deli, Mitas oraz Anlas. Wybór padł na Mitas, który zaoferował zdecydowanie najlepsze warunki finansowe. Mimo to w mediach społecznościowych nie brakowało głosów, że SVEMO szuka w tym układzie własnego zysku. Gardell stanowczo ukróca te opowieści.
– Oferty złożyły Deli, Mitas i Anlas. Najważniejsza była dla nas cena. Nie ma tu mowy o żadnej prowizji czy łapówce dla związku. Nikt poza zawodnikami ma na tym nie zyskiwać, to oni mają dostać najlepszą możliwą stawkę – podkreśla działacz.
Warunki wynegocjowane z Mitasem wyglądają nadzwyczaj korzystnie dla kieszeni zawodników oraz klubów, które często pokrywają koszty sprzętu w kontraktach. Cena za jedną oponę wyniesie 600 koron szwedzkich netto we wszystkich ligach, z ewentualną klauzulą na wypadek kryzysu gospodarczego.
– Dziś żużlowcy są zmuszeni jeździć na dętkach i oponach Anlasa za 1200 koron, żeby w ogóle się liczyć. Niektórzy mają sponsoring od Anlasa, ale teraz warunki będą równe dla każdego – zaznacza Gardell. Przypomina też, że nowa regulacja była konsultowana z grupą kilkunastu szwedzkich zawodników, stanowiących organ doradczy federacji.
Twarde limity i Lambert kręcący nosem
Oprócz narzucenia jednej marki, SVEMO wprowadza rygorystyczne limity zużycia ogumienia na mecz. W Bauhaus-Ligan zawodnicy będą mogli użyć maksymalnie czterech stron opony podczas jednego spotkania, natomiast w Allsvenskan i Division 1 limit wyniesie zaledwie dwie strony, przy stałej rekomendacji korzystania z opon używanych. Pytany o różnice sprzętowe między wyrobami Anlasa i Mitasa, Gardell pozostaje spokojny.
– Z opinii samych zawodników wynika, że nie ma wielkiej różnicy między Anlasem a nieco twardszym Mitasem, na którym jeździ się obecnie choćby w Polsce. Słucham tych, którzy faktycznie siedzą na motocyklach – argumentuje.
Jedną z gwiazd, która głośno wyraziła swoje niezadowolenie w mediach społecznościowych, jest Robert Lambert. Brytyjczyk pytał wręcz z kpiną, czy w kolejnym kroku władze zaczną narzucać zawodnikom konkretne silniki lub sprzęgła. Szwedzki działacz podchodzi jednak do tych słów z chłodną głową i nie obawia się odpływu światowej czołówki.
– Lambert jest sponsorowany przez Anlasa i dostaje darmowe opony na mecze. Sponsorzy nie będą jednak dyktować nam reguł w lidze. To, co się stanie, to po prostu spadek ich darmowej kwoty i pewnie stracą część przychodów sponsorskich za opony, które zużyliby w Szwecji. Nie ma tu żadnej różnicy w porównaniu z Polską. Opony będą musieli kupować u dwóch autoryzowanych dealerów w Szwecji – wyjaśnia Gardell.
Dodatkowo szef szwedzkiego żużla przypomina, że produkt Mitasa z powodzeniem zdaje egzamin na najwyższym światowym poziomie. Podczas niedawnego Grand Prix w Målilli aż jedenaście opon tej marki przeszło odprawę techniczną przed zawodami, co jasno pokazuje ich jakość. Co ważne dla stabilności rozgrywek, w umowie obwarowano dostawcę surowymi karami finansowymi na wypadek, gdyby nie wywiązał się z terminowych dostaw sprzętu do parków maszyn.
Robert LambertAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!