Ekipa znad morza potwierdziła aspiracje i wysoką formę pod koniec rundy zasadniczej. Wygrali z największym rywalem do awansu aż 62:28. Komplet punktów w czterech startach zdobył Jacob Thorssell. Jak się okazuje mogło być tego dnia zdecydowanie gorzej. Wszystko uratowała... próba toru.
Gdańszczanie w niedziele pokazali prawdziwą moc. Każdy spodziewał się wyrównanego spotkania a zawodnicy Lecha Kędziory nie mieli najmniejszych problemów pokonywać gnieźnian. Byli szybsi, lepiej dobierali ścieżki i ostatecznie pozwolili gościom dobyć jedynie trzynaście ponadprogramowych punktów. To jasny sygnał wysłany do reszty ligi. Z kolei Jacob Thorssell potwierdził, że jest najlepszym zawodnikiem tych rozgrywek zdobywając 11+1 w czterech startach.
Bardzo dobre zawody w naszym wykonaniu. Wysoka wygrana i pokaz siły. Tego oczekiwaliśmy po tym spotkaniu i wyszło jak najbardziej po naszej myśli. Co prawda nie spodziewaliśmy się aż takiej pokaźnej wygranej, ale to tylko potwierdza naszą siłę i potwierdziło nasze aspiracje. Jedziemy po awans! – potwierdził po meczu naszemu portalowi.
Mogło być jednak zdecydowanie gorzej, w Gdańsku mocno padało dzień przed meczem i istniały obawy, że tor może zaskoczyć lidera KLŻ. Dlatego na próbę toru wyjechało dwóch liderów – Thorssell i Lahti. Miało to dać odpowiedź co do stanu nawierzchni. W przypadku Szweda, który z reguły jej unika, okazało się to bardzo dobrą decyzją.
Zdecydowałem się tym razem wyjątkowo wyjechać na próbę toru, bo miałem małą przerwę od jazdy. Ostatecznie dobrze się stało, bo motocykl, który z reguły sprawdzał się na gdańskiej nawierzchni tym razem nie miał odpowiednich ustawień. Wróciłem do starszej maszyny na której nie startowałem w Gdańsku praktycznie od początku sezonu. Wynik pokazuje, że była to dobra decyzja – dodał.
Show Szweda w 11. biegu
Zdecydowanie jednym z najlepszych biegów tego dnia była gonitwa numer 11. Tam Thorssell zupełnie przespał start i musiał gonić prowadzącego Fajfera. Ostatecznie, ku uciesze miejscowych kibiców, udało mu się go minąć manewrem po zewnętrznej na ostatnich metrach. Zadecydował tzw. „błysk szprychy”. Jak wyglądało to z jego perspektywy?
Kubeł zimnej wody na starcie, bo trochę się pogubiłem. Normalnie podczas procedury startowej patrzę na kierownika startu i wkręcam maszynę na obroty. Długo czekaliśmy na zielone światło i ponownie spojrzałem w miejsce gdzie powinien stać. Już go tam nie było co trochę wybiło mnie z równowagi i znacząco przegrałem start. Później na wejściu w łuk było bardzo ciasno i skończyłem na trzeciej pozycji. Na szczęście prędkość w motocyklu pozwoliła mi zawalczyć o komplet punktów w tym biegu i całych zawodach. Z kolei kibice mogli zobaczyć dobre ściganie, dało się poczuć, że byli z tej trójki bardzo zadowoleni – przekonuje lider Wybrzeża.
Choć w Gdańsku przed meczem, jak już wspomnieliśmy, pogoda płatała niemałe figle to ostatecznie nie wpłynęło to na postawę miejscowych żużlowców. Pracownicy wykonali kawał dobrej roboty za co Szwed postanowił im pod koniec podziękować.
Nie poczułem znaczącej zmiany nawierzchni. Co prawda faktycznie było nieco ciężej niż zwykle, ale klub dokonał wszelkich starań, aby dobrze ją przygotować i nie można mieć do niej żadnych zastrzeżeń. Ważne jest również to, że jest powtarzalny i nie musimy nadmiernie grzebać przy sprzęcie. To pozwala nam dobrze wejść w mecz i unikać nieprzyjemności w jego trakcie. Tutaj należą się więc ukłony pracownikom i trenerowi Lechowi Kędziorze – zakończył.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!