Steven Goret w świadomości polskich kibiców znajduje się już od dłuższego czasu. Nie mógł liczyć na regularną jazdę, ale dalej walczy o to, aby zdobyć zaufania działaczy. W tym roku spróbuje o zrobić w Gdańsku. Pomóc mu może domowy tor który, jak sam przyznał, polubił.
Francuz pochodzi z rodziny, która w swojej historii była związana z „czarnym sportem”. Jego ojciec Patrick jest działaczem klubu z Lamothe-Landerron więc od początku miał ułatwiony start w tej dyscyplinie. Szybko też oznajmił, że jego marzeniem jest zostanie żużlowcem. Od tamtego momentu konsekwentnie budował swoją markę, choć zaczynał w innych odmianach żużla. – grasstracku (żużel na trawie) i long tracku (na długim torze).
Później z czasem zaczął przenosić swoje zainteresowanie na klasyczny „czarny sport”. Swój pierwszy kontrakt w Polsce podpisał w 2022 roku w ekipie z Rawicza. Od tamtego momentu występował jeszcze w ekipie z Częstochowy oraz Krakowa. To właśnie w drugiej stolicy Polski miał występować w sezonie 2026, jednak działacze po podpisaniu prekontraktu zostawili go „na lodzie”. Szukał więc możliwości podpisania umowy z polskim zespołem i tak trafił do Gdańska.
Nie może jednak liczyć na regularną jazdę – ma status zawodnika oczekującego. To go nie zniechęca i konsekwentnie pracuje na swoje miejsce w składzie. Wziął udział w obu sparingach z H.Skrzydlewska Orłem. Wystartował tam zarówno w biegach sparingowych jak i szkoleniowych, które nie były zaliczane do końcowego wyniku. W pierwszym zdobył w nich punkt, natomiast na torze w Gdańsku – pięć, a mogło być jeszcze lepiej.
Kolejne cenne lekcje
W swoim ostatnim starcie po dobrym wyjściu spod taśmy zanotował defekt na pierwszej pozycji. – „Niestety spadł mi łańcuch i nie udało mi się go ukończyć. Szkoda, ale to dobry prognostyk na przyszłość” – przyznał w rozmowie z klubowymi mediami. Niemniej jednak ze swojego występu jest zadowolony, bo miał okazję lepiej poznać gdański tor który, jak zdradził, bardzo mu pasuje. – „Po czasie spędzonym na gdańskim torze już teraz mogę powiedzieć, że naprawdę mi pasuje. Wymaga od zawodnika dużej techniki, zarówno na starcie jak i na trasie”.
Nie oznacza to aczkolwiek, że nie miał z nim problemów. „Nawierzchnia dzisiaj była bardzo śliska. Nie jest to jednak żadne tłumaczenie, tor jest równy dla wszystkich i po prostu trzeba znaleźć odpowiednie ustawienia i tyle” – dodał. Na razie to jest właśnie dla niego najważniejsze – znalezienie odpowiednich ustawień. Ma z tym na razie małe problemy z silnikiem, który „na razie nie sprawuje się na tym owalu tak jak bym chciał”. Niemniej to cenna lekcja, która z pewnością opłaci się w przyszłości.
Teraz francuza czekają kolejne starty. Najpierw wystąpi w Memoriale Henryka Żyto, gdzie o punkty walczyć będzie u boku Tima Soerensena. Dzień później na stadionie im. Zbigniewa Podleckiego weźmie udział w kolejnym sparingu. Tym razem ich rywalem będzie Hunters PSŻ Poznań z którym zmierzą się również we wtorek. Na brak jazdy Francuz nie będzie mógł więc na razie narzekać.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!