Zmiany we Włókniarzu Częstochowa trwają w najlepsze! Po bolesnym spadku z PGE Ekstraligi z klubem żegna się człowiek, który spędził przy Olsztyńskiej aż 12 lat. Rafał Piotrowski otrzymał wypowiedzenie i w dniu swoich 41. urodzin musiał pożegnać się ze stanowiskiem kierownika drużyny.
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa pożegnał się z tragicznym dla siebie sezonem. Spadek z PGE Ekstraligi to potężny cios dla całego środowiska pod Jasną Górą, ale jak się okazuje, niejedyny. Z klubu odchodzi człowiek, który w parkingu spędził kilkanaście lat i zjadł zęby na organizacyjnej stronie żużla. Rafał Piotrowski, dotychczasowy kierownik drużyny, po dwunastu sezonach kończy swoją misję we Włókniarzu. Otrzymał wypowiedzenie umowy, a wyjazdowe spotkanie w Gorzowie było jego ostatnim w dotychczasowej roli.
To symboliczne i bez wątpienia gorzkie pożegnanie. Dokładnie w dniu swoich 41. urodzin Piotrowski musiał przełknąć podwójną gorycz – spadek zespołu z najwyższej klasy rozgrywkowej oraz oficjalne rozstanie z klubem, w którym pracował od czasów, gdy w Częstochowie walczono o przetrwanie, a na stadionie brakowało prądu czy gazu. Przeszedł z „Lwami” pełną drogę: od odbudowy po rocznej karencji od startów w lidze, przez powrót do elity, aż po stałą obecność w PGE Ekstralidze przez ostatnią dekadę.
Trudny okres i rozstanie w tle problemów
Odejście kierownika wpisuje się w potężne zawirowania, jakie dotknęły częstochowski żużel w tym roku. Sezon ułożył się dla Włókniarza fatalnie nie tylko na torze, ale i w szatni. Z pracą w trakcie rozgrywek pożegnał się trener Mariusz Staszewski, a zmiany na szczeblu właścicielskim i zarządczym, gdzie po latach stery oddawał Michał Świącik na rzecz Bartłomieja Januszki, zwiastowały głęboką przebudowę. Piotrowski dojechał z zespołem do końca rozgrywek, ale jego umowa wygasa z końcem października.
Piotrowski w emocjonalnym wpisie podsumował swoją długą drogę przy Olsztyńskiej, wracając pamięcią do trudnych początków i dziękując wszystkim, z którymi budował częstochowski żużel przez ponad dekadę.
– Nic dwa razy się nie zdarza, choć happy end był tak blisko. Rok temu była szczęśliwa ostatnia niedziela, niestety tym razem jest ostatni piątek. Ostatni piątek w PGE Ekstralidze dla Włókniarza Częstochowa i ostatni piątek dla mnie w roli, jaką do tej pory pełniłem w Klubie – przekazał Rafał Piotrowski.
– Jakiś czas temu, po dwunastu sezonach spędzonych we Włókniarzu Częstochowa, otrzymałem wypowiedzenie umowy o pracę, które dobiegnie końca 31 października tego roku. Tym samym zakończony niedawno mecz w Gorzowie Wielkopolskim był moim najprawdopodobniej ostatnim, a na pewno ostatnim w najbliższej przyszłości, w roli kierownika tej Drużyny – wyjaśnił kulisy rozstania.
W swoim pożegnaniu nie zapomniał o osobach, które dały mu szansę i towarzyszyły w codziennej, często stresującej pracy kierownika parku maszyn.
– 12 lat to spory kawałek czasu, przez który dane było mi współpracować z wieloma osobami, którym serdecznie za to dziękuję. Na wstępie dziękuję mojemu pierwszemu, a zarazem poprzedniemu szefowi, czyli Michałowi Świącikowi, za angaż w Klubie i możliwość spełniania marzeń i rozwoju, poprzez dojście do miejsca, w którym jestem dziś. Dziękuję wszystkim Koleżankom i Kolegom, z którymi dane było mi pracować. Dziękuję przedstawicielom PZM, Ekstraligi Żużlowej, Urzędu Miasta Częstochowy, wszystkim sędziom, komisarzom toru i technicznym. Dziękuję trenerom, zawodnikom, mechanikom, dziennikarzom, sponsorom, Kibicom oraz osobom funkcyjnym, którymi dane było mi się opiekować – zaznaczył.
Mimo otrzymanego wypowiedzenia, Piotrowski docenił także postawę obecnego szefa klubu za możliwość dokończenia sezonu w parkingu.
– Mimo całej sytuacji związanej z moją osobą dziękuję także właścicielowi klubu – Bartłomiejowi Januszce za możliwość pracy w ostatnim sezonie i mimo wręczenia mi wypowiedzenia możliwości dojechania do końca rozgrywek z zespołem – napisał.
Od zera do elity i bolesne zderzenie z rzeczywistością
Historia Piotrowskiego we Włókniarzu to gotowy scenariusz na film o odradzaniu się klubu. Trafił do Częstochowy w momencie gigantycznego kryzysu, gdy biało-zieloni musieli startować od absolutnych podstaw po utracie licencji.
– 12 lat pracy dla Włókniarza Częstochowa to była wielka przyjemność, ogromny honor i wspaniała przygoda, a momentami niezła jazda bez trzymanki. Kiedy zaczynałem pracę w Klubie, to był on na zupełnie innym poziomie niż obecnie. Na samym początku bywały momenty, że na stadionie w Częstochowie odcięty był prąd, czy gaz. Zaczynaliśmy od sezonu bez ligowego ścigania, ale całkiem szybko Włókniarz pozbierał się i doszedł do należnego mu miejsca, czyli PGE Ekstraligi. W najsilniejszej żużlowej lidze świata spędziliśmy ostatnie 10 lat i cieszę się, że miałem w tym swój niewielki udział. Dziś wszyscy musimy przełknąć gorycz porażki, czyli spadku do niższej klasy rozgrywkowej, ale trzymam kciuki, że pobyt w Metalkas 2. Ekstralidze będzie tylko krótkim epizodem i Włókniarz błyskawicznie wróci na należne mu miejsce – przyznał.
Szczególne słowa skierował również do byłego już szkoleniowca częstochowian, Mariusza Staszewskiego, z którym wspólnie prowadził zespół w trudnych momentach tego i poprzedniego sezonu.
– Na zakończenie dziękuję jeszcze jednej osobie, z którą bardzo blisko dane było mi współpracować przez ostatnie półtora roku, a mianowicie Mariuszowi Staszewskiemu. Szkoda tylko, że nie udało nam się dojechać sezonu 2026 do końca razem. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś w przyszłości nasze drogi życiowe się przetną. Jeszcze raz dziękuję Mariusz za wszystko, praca z Tobą była naprawdę olbrzymią przyjemnością – dodał.
Trudno o bardziej gorzki prezent urodzinowy niż spadek z ligi połączony ze stratą pracy. Dzień 41. urodzin na zawsze pozostanie w pamięci wieloletniego kierownika Lwów.
– Spadek z PGE Ekstraligi Włókniarza Częstochowa i koniec mojej pracy w roli kierownika tej Drużyny przypadł akurat na dzień moich 41. urodzin. Mam nadzieję, że za rok ten dzień będzie chociaż troszkę milszy dla mnie, aczkolwiek tego meczu w Gorzowie na pewno nie zapomnę do końca życia – zakończył Piotrowski.
Przed Włókniarzem Częstochowa czas wielkich porządków. Budowa składu i sztabu na zaplecze PGE Ekstraligi rusza od zera, a odejście tak doświadczonego pracownika pokazuje, że w klubie szykuje się remontada.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!