Gorzkie słowa po półfinale Metalkas 2. Ekstraligi! Hunters PSŻ Poznań melduje się w wielkim finale, a INNPRO ROW Rybnik przedwcześnie kończy sezon. Robert Mikołajczak nie kryje rozczarowania pomeczowym rozstrzygnięciem na Golęcinie
Niedzielny rewanż półfinałowy Metalkas 2. Ekstraligi na poznańskim owalu przyniósł historyczny sukces dla miejscowych i ogromne rozczarowanie w obozie z Rybnika. Hunters PSŻ Poznań pokonał INNPRO ROW Rybnik 51:39, odrabiając sześciopunktową stratę z pierwszego meczu na Śląsku i przypieczętowując pierwszy w historii klubu awans do ścisłego finału zaplecza PGE Ekstraligi. Działacze i sztab szkoleniowy „Rekinów” nie kryją żalu po zmarnowanej szansie, a w pomeczowych wypowiedziach wyraźnie czuć niedosyt wynikający z faktu, że dla rybnickiej ekipy rozgrywki dobiegają końca niezwykle szybko.
Przed rewanżem kibice z Górnego Śląska mieli sporo powodów do optymizmu. Wygrana 48:42 na własnym torze dała skromną zaliczkę, a świetna postawa rybniczan na poznańskim torze w ostatnich latach zwiastowała zaciętą batalię. Rzeczywistość okazała się jednak bolesna, co bardzo trzeźwo ocenia szefostwo rybnickiego klubu.
– Wielkiej tragedii u nas nie było, ale myślałem, że w Poznaniu bardziej się postawimy. Liczyłem, że to będzie zdecydowanie bardziej wyrównane zawody – przyznaje bez ogródek Robert Mikołajczak. – Tak naprawdę wszystko decydowało się do ostatnich wyścigów, do biegów nominowanych. Dwa podwójne zwycięstwa po 5:1 dawały nam jeszcze przepustkę do finału, ale liczyć na taki scenariusz w samej końcówce to już było ogromne ryzyko. Przegraliśmy ten dwumecz, PSŻ okazał się lepszy i to oni zasłużenie pojadą w finale. My kończymy ten sezon moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie. Mamy początek września, można było jeszcze pojeździć, wszyscy chłopacy bardzo tego chcieli, no ale jest jak jest – dodaje rozczarowany.
Przebieg rywalizacji na Golęcinie od pierwszych biegów układał się po myśli gospodarzy. Poznanianie zbudowali przewagę dzięki znakomitej postawie formacji młodzieżowej, w tym wracającego po kontuzji Kamila Witkowskiego, który w parze z Antonim Menclem natychmiast narzucił rybniczanom trudne warunki. ROW próbował odrabiać straty i wykorzystywać potknięcia rywali – jak choćby defekt Nielsa-Kristiana Iversena na prowadzeniu – jednak luki w składzie gości były zbyt widoczne.
Absolutnym liderem rybnickiego zespołu był Nicolai Klindt, który dwoił się i troił na trasie, zdobywając 14 punktów z bonusem. Duńczyk nie otrzymał jednak należytego wsparcia od reszty zespołu. Przebłyski Jana Kvěcha czy Jakuba Jamroga to było zdecydowanie za mało na kompletną i wyrównaną drużynę z Poznania. Czarne chmury nad ROW-em zgromadziły się w trzeciej serii, gdy gospodarze po podwójnym triumfie Kacpra Pludry i Iversena odskoczyli na dwunastoimienne prowadzenie. Emocje sięgnęły bruku w 13. biegu, kiedy Patryk Wojdyło po ostrym ataku na Ryana Douglasa został wykluczony i ukarany żółtą kartką. Sytuacja ta definitywnie zabiła marzenia rybniczan o powrocie do gry, a kropkę nad „i” w pierwszym wyścigu nominowanym postawił Bartosz Smektała.
Dla PSŻ-u Poznań wygrana 51:39 w rewanżu i 93:87 w dwumeczu to największy sukces od lat i przepustka do walki o elitę. Z kolei w Rybniku pozostaje gorzki smak porażki oraz wczesne pakowanie motocykli na zimę, które pozostawia spory niedosyt zarówno u działaczy, jak i samych zawodników.
Robert MikołajczakAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!