Piątkowa runda SGP2 w Łodzi na pewno zostanie zapamiętana z dużej liczby upadków. Końcówka turnieju poważnie się wydłużyła, a dwukrotnie na placu boju pozostawał tylko jeden żużlowiec. Tak było choćby w finale, gdzie z nawierzchnią nie zapoznał się jedynie Mikkel Andersen. Po zawodach Duńczyk podzielił się swoimi wrażeniami z rywalizacji.
Początkowo piątkowa runda SGP2 w Łodzi przebiegała sprawnie i nic nie wskazywało na to, że jeszcze tego samego dnia tor na Moto Arenie zacznie przypominać pole bitwy. Na przestrzeni biegów 17-23 kibice ujrzeli wiele przykrych wydarzeń. Przez ten czas na tor upadło łącznie aż ośmiu żużlowców, a dwóch z nich (Cerjak i Heiselberg) musiało udać się do szpitala. Problemów nie miał natomiast fantastyczny Mikkel Andersen. Po zakończeniu zawodów Duńczyk zapewniał, że tor sam w sobie nie był problemem i do jego przygotowania nie należy mieć zastrzeżeń.
– Nie, nie sądzę, że tor był źle przygotowany. Mam odniesienie, bo przecież rok temu jeździłem tu przez cały sezon. Powiedziałbym, że powody wielu wypadków były zupełnie inne. Przede wszystkim na torze w Łodzi cały czas trzeba dużo myśleć i wystarczy chwila nieuwagi, by doszło do upadku. A podczas mistrzostw świata każdy chce wygrać, każdy jedzie ostro, więc zdarzają się wypadki – komentował Mikkel Andersen.
Jeśli chodzi o indywidualny występ zwycięzcy, to Andersen dość długo nie należał do grona głównych faworytów. Pierwsze serie nie układały się po myśli Duńczyka. Jak przyznał sam zainteresowany, kluczowe było odstawienie pierwszego motocykla, a sam turniej był dla jego teamu niezwykle ciężki.
– To bez wątpienia było zwycięstwo, na które trzeba było ciężko zapracować. Szczerze mówiąc, po dwóch pierwszych biegach w ogóle nie spodziewałem się, że będę w finale i nadal nie mogę w to uwierzyć. W pierwszym wyścigu wybrałem zły motocykl i zająłem trzecie miejsce, a potem jechałem na nim także w drugim biegu. To była pomyłka, bo znowu przyjechałem trzeci. Musiałem wybrać zapasowy motocykl i to od razu zadziałało. Wszyscy naprawdę ciężko pracowliśmy w parku maszyn przez całe zawody – powiedział zwycięzca łódzkiej rundy SGP2.
Mikkel Andersen zakończy długie duńskie oczekiwanie?
Duńczycy już naprawdę długo czekają na jakikolwiek złoty medal w mistrzostwach świata w klasie 500cc. Autorem ostatniego duńskiego tytułu IMŚ wciąż jest Nicki Pedersen (2008), poprzednie złoto IMŚJ zdobył Michael Jepsen Jensen (2012), na reprezentacyjny triumf seniorzy czekają od 2015, a juniorzy od 2013. Bardzo możliwe, że oczekiwania duńskich kibiców zakończą się w Vojens. To właśnie tam odbędzie się ostatnia runda SGP2, przed którą przewaga Andersena nad drugim w tabeli Pawełczakiem wynosi aż 10 punktów.
Zdecydowanie nie mogę się doczekać powrotu do Vojens i mojej publiczności, ale bardziej niż o Vojens, myślę o zrobieniu dobrej roboty, to jest najważniejsze. Obecnie nic nie jest pewne. Jak widzimy, mamy 16 szybkich zawodników i maprawdę wszystko może się zdarzyć. Jeśli jednak koniec końców mi się uda, będę wniebowzięty – zakończył lider tabeli.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!