Krono-Plast Włókniarz Częstochowa poległ w starciu z osłabioną brakiem dwóch liderów Betard Spartą Wrocław. Mariusz Staszewski podsumował występ gospodarzy po tym spotkaniu.
Mariusz Staszewski podsumował występ swojej drużyny. Przyznał, że duet liderów Betard Sparty Wrocław jest bardzo silny i ciężko było z nim konkurować. Swoje dorzucił także Kowalski, który w nominowanym biegu praktycznie przesądził o wyniku spotkania. – Zdajemy sobie sprawę z siły liderów Betard Sparty Wrocław, którzy tutaj byli. Wiemy, że Bartłomiej Kowalski też potrafi jeździć i w tym czternastym wygranym biegiem przesądził praktycznie o wyniku drużyny. Jakbyśmy to wygrali podwójnie to jeszcze mogło coś tam się zdarzyć w tym decydującym wyścigu. Liczyliśmy po cichu na wygraną – powiedział trener Krono-Plast Włókniarza Częstochowa po meczu z osłabioną Betard Spartą Wrocław.
Mariusz Staszewski szuka pozytywów
Kilka strat na dystansie przeważyło o tym, że to Betard Sparta Wrocław wyjechała spod Jasnej Góry. Wrocławianie z trudem wykonali plan minimum, ale Mariusz Staszewski zdołał znaleźć jakieś postępy. Zwraca uwagę na starty, których w końcu jego podopieczni nie przegrywali, a także na pierwszą młodzieżową „trójkę” w tym roku w PGE Ekstralidze.
– Gdyby babcia miała wąsy, to by dziadkiem była… – powiedział o potencjalnie straconych pozycjach. – Dobrze, że chociaż te starty wygrywamy, bo ostatnio była tragedia także w tym aspekcie jest dużo lepiej, ale na pewno jeszcze nie jest to, co byśmy chcieli. Cieszy w końcu pierwsza „trójka” juniora, bo to w tym roku najbardziej bolało. Jak są jakieś inne zawody młodzieżowe, to naprawdę z rówieśnikami wygrywają i nie ma z tych problemów, przychodzi do meczu ligowego i to wygląda inaczej. Myślę, że jeszcze rezerwy są – podsumował.
Kluczowa dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa będzie jednak faza play down. Teraz jest czas na to, żeby wszyscy zawodnicy znaleźli jak najlepsze rozwiązania dla swojego sprzętu. – Walczymy. Do najważniejszej dla nas fazy sezonu, czyli play down jeszcze jest trochę czasu i na pewno się na to poddamy.
Światełko w tunelu – dzielna walka Ludwiczaka
Sebastian Szostak w tym roku pełni rolę zawodnika do lat 24 w Krono-Plast Włókniarzu Częstochowa. Obecnie jest jednak najniżej sklasyfikowanym zawodnikiem w PGE Ekstralidze, a o kiepskim początku sezonu z pewnością chciałby zapomnieć. W piątkowym meczu pojechał tylko jeden bieg, bo gdy tylko „uciekł wynik” to sztab gospodarzy musiał kreślić program ratując wynik. Rezerwy taktyczne sprawdziły się w stu procentach – dwie zmiany zdobyły łącznie 5+1. To jednak nie wystarczyło.
– Szybko odstawiliśmy Sebastiana Szostaka – nie dlatego, że nie widziałem w nim nadziei, ale dlatego, że akurat była okazja. Jeśli jest okazja i wynik jest na styku to muszę reagować. Jeśli przegrywamy mecz trzydziestoma czy czterdziestoma punktami to moje taktyczne są profilaktyczne powiedzmy sobie szczerze i niczego nie wniosą. Natomiast tutaj była realna szansa powalczyć, więc akurat on był tym poszkodowanym, że pojechał tylko jeden wyścig i nie miał szansy na korekty, ale ja musiałem bronić wyniku. Jestem przede wszystkim trenerem zespołu, więc muszę walczyć o wyniki – powiedział Staszewski.
Sebastian Szostak na torze miał pojawić się w trzynastym biegu, ale po walce Szymona Ludwiczaka z Maciejem Janowskim trener „Lwów” zdecydował się postawić jednak na juniora. – W trzynastym biegu miał jechać Sebastian Szostak, ale Szymon Ludwiczak długo prowadził z Maciejem Janowskim w dwunastej gonitwie. Ze startu wypalił i było widać, że coś znaleźli, a decyzja musiała być szybka – podsumował swoją decyzję szkoleniowiec.
Mariusz Staszewski, Sebastian UłamekAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!