Cellfast Wilki Krosno mają za sobą kompletnie nieudaną kampanię 2026. Zespół, który miał rzucić wyzwanie Abramczyk Polonii Bydgoszcz ostatecznie szybko musiał zmienić priorytety i skupić się na walce o zachowanie ligowego bytu.
Po dwóch przeciętnych latach po spadku z PGE Ekstraligi, prezes Cellfast Wilków Krosno postanowił po raz kolejny zaatakować elitę. I trzeba uczciwie przyznać, że Grzegorz Leśniak jesienią ubiegłego roku zaliczył kapitalne okienko transferowe, sprowadzając do Krosna aż pięciu nowych żużlowców, z których każdego było stać na odgrywanie ważnej roli w zespole. Jason Doyle? Australijczyka nie trzeba nikomu przedstawiać, jednak warto wspomnieć, że w 2025 roku wykręcał ponad 2 punkty na bieg w PGE Ekstralidze. Luke Becker? Miał za sobą kapitalny sezon w Ostrowie. Robert Chmiel? Czynił stały progres, a w Łodzi pokazał, że Metalkas 2. Ekstraliga nie jest mu straszna. Radosław Kowalski? W Tarnowie pokazał, że drzemie w nim ogromny potencjał. Znaki zapytania budził powracający do żużla po dyskwalifikacji Marcus Birkemose, niemniej dokładając do tego pozostających w klubie Tobiasza Musielaka oraz zdolnych wychowanków, w Krośnie wszyscy mogli patrzeć na nadchodzący sezon ze sporym optymizmem.
Poważny problem narodził się jeszcze przed sezonem
Krośnianie mieli jednak jeden problem i to niezależny od siebie – nazywał się on Abramczyk Polonia Bydgoszcz, która była jeszcze bardziej naszpikowana gwiazdami. Nie oznaczało to bynajmniej, że nie było o co się bić, bowiem do wzięcia nadal było miejsce w barażu z siódmą ekipą z PGE Ekstraligi. Początek sezonu i przedsezonowe sparingi zdawały się natomiast wskazywać, że „Wataha” jest dobrze przygotowana do nadchodzących rozgrywek.
W pierwszej kolejce ligowej na Krośnian czekało zadanie najtrudniejsze z możliwych – wyjazd do wspomnianej Bydgoszczy. Doskonale w tym miejscu pasuje stwierdzenie, że sparingi nie mają większego znaczenia – „Wataha” była przy Sportowej bezradna, przegrywając 36-54. Z racji na siłę rywala można było jednak tę porażkę przeboleć, zwłaszcza że w następnej kolejce Wilki dość pewnie pokonały na własnym torze innego kontrkandydata do walki o najwyższe cele, Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski.
„Niedociągnięcia? A gdzie tu są dociągnięcia?”
To właśnie słynnym cytatem z „Killera” należałoby określić następne wyczyny podkarpackich żużlowców. Drużyna, która miała pewnym krokiem wjechać do czołowej czwórki, zaczęła przegrywać mecz za meczem. Co prawda w czwartej kolejce Wilki pewnie pokonały na własnym torze pilskiego beniaminka, jednak później pojawiła się seria… siedmiu kolejnych porażek z rzędu! Szczególnie bolesne były domowe porażki z dużo niżej notowanym rywalem z Poznania czy też dwukrotny powrót na tarczy z Derbów Podkarpacia. Druzogocące były też rozmiary klęski na wyjazdach w Rybniku czy Ostrowie Wielkopolskim.
Po dziesięciu rundach zatem Wilki miały na koncie zaledwie cztery zdobyte punkty i było wiadome, że marzenia o awansie do PGE Ekstraligi trzeba odłożyć w czasie i skupić się na utrzymaniu ligowego bytu. W zespole tak naprawdę nie grało nic. Zawodzili obcokrajowcy – Jason Doyle spisywał się po prostu przeciętnie, a Luke Becker był cieniem zawodnika sprzed roku. Na polu pozasportowym natomiast zawiódł Marcus Birkemose. Do jego wyników nie można było mieć większych zastrzeżeń, jednak po ósmej kolejce został on zawieszony w związku z zażyciem niedozwolonych substancji. Nie zawodził jedynie Radosław Kowalski, aczkolwiek z kolei on musiał opuścić kilka meczów przez uraz, którego nabawił się w starciu z Abramczyk Polonią Bydgoszcz. Po stronie problemów z pewnością należy też umieścić krośnieński tor – był on bowiem atutem, ale dla żużlowców gości. Cała drużyna miała ogromny kłopot, aby dopasować się do miejscowej nawierzchni, co miało odzwierciedlenie w rezultatach zespołu.
Zarząd więc postanowił nie siedzieć z założonymi rękoma i po przegranym meczu w Łodzi pożegnano Piotra Świderskiego. Jego miejsce na stanowisku menadżera zajął Michał Finfa. Zmiany dotknęły też skład – do zespołu dołączył „odkurzony” Matej Zagar, który zastąpił zawodzącego Roberta Chmiela.
Krośnianie, już ze Słoweńcem w składzie, zaliczyli bardzo ciekawą końcówkę rundy zasadniczej – zdołali wygrać wyjazdowe mecze w Pile oraz Poznaniu, a także ponieśli domowe porażki przeciwko H. Skrzydlewska Orłowi Łódź oraz INNPRO ROW Rybnik. Takie wyniki sprawiły, że Cellfast Wilki Krosno zajmowały przed fazą play-down… ostatnie miejsce w ligowej tabeli z bilansem zaledwie czterech wygranych i aż dziesięciu porażek. Najbardziej zatrważający był natomiast fakt, że Wilki przegrały aż pięć domowych meczów z rzędu!
Wyszli z twarzą na koniec
Wilki przed decydującą fazą sezonu dokonały jeszcze jednego wzmocnienia, kontraktując młodego Duńczyka Nicolaia Heiselberga. Angaż 21-latka oznaczał jednak, że na ławkę musiał powędrować jeden z obcokrajowców – ostateczny wybór padł na Luke’a Beckera, a do łask powrócił Robert Chmiel.
Co ciekawe, ich rywalem w fazie play-down był inny kolos na glinianych nogach, Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski. Krośnianie w pierwszym meczu zdołali przełamać niemoc na domowym torze i pojechali do Ostrowa Wielkopolskiego z bagażem ośmiopunktowej zaliczki. Tam spokojnie wykonali swoje zadanie i zakończyli zmagania na bezpiecznym, szóstym miejscu.
Udany ostatni dwumecz jednak oczywiście nie przypudrował katastrofalnego sezonu. Zwycięstwo z Ostrowianami pozwoliło tak naprawdę uniknąć katastrofy i dać kibicom oraz włodarzom jak najwięcej czasu na zapomnienie o tej katastrofalnej kampanii. Przed sezonem wszak zespół miał być równorzędnym rywalem nie dla Polonii z Piły (od której był niżej po rundzie zasadniczej), lecz bydgoskiego hegemona.
Najważniejsze jednak z perspektywy Cellfast Wilków jest to, że słabe rozgrywki nie wywołały większego kryzysu dla całego ośrodka. Co prawda zespół przed kolejną kampanią przejdzie kolejną rewolucję kadrową, niemniej jednak nowy skład na papierze wygląda co najmniej obiecująco i daje nadzieję na walkę o wysokie, albo i nawet najwyższe cele.
Tobiasz MusielakAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!