Polonia Piła została bardzo wysoko pokonana przez Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski. Menedżer Pilan nie spodziewał się tak wysokiej porażki. Jednocześnie dalej wierzy on w swoich zawodników.
W niedzielę na Stadionie Miejskim w Ostrowie Wielkopolskim odbyło się arcyważne spotkanie dla losów Metalkas 2. Ekstraligi. Miejscowy zespół rozpoczął bezpośrednią rywalizację o utrzymanie w rozgrywkach z Polonią Piła. Pilanie zostali wysoko pokonani przez gospodarzy i mają ogromną stratę do rywali przed rewanżem. Swoje odczucia na temat wyniku przekazał Paweł Piskorz. Menedżer pilskiej drużyny zapowiedział walkę do końca.
Moonfin Magnus Ostrów Wielkopolski od początku kontrolował przebieg niedzielnego spotkania. Miejscowi szybko wyszli na prowadzenie, a następnie powiększali swoją zaliczkę nad zespołem gości. Polonia Piła nie był w stanie nawiązać równej walki, czego efektem był wynik 58:32 na korzyść Ostrowian.
Rezultat niedzielnego meczu z pewnością był srogim rozczarowaniem dla kibiców z Piły. Polonia przyjęła jednak lekcję żużla od ostrowskich zawodników. Paweł Piskorz po zawodach był niezadowolony z wyniku. Jak wspomniał, nie spodziewał się takiej dyspozycji swoich podopiecznych.
– To jest tragiczny wynik, bo w najgorszych koszmarach nie spodziewałem się, że taki wynik uzyskamy. No ale, niestety tak naprawdę w dwóch i pół zawodnika ciężko wygrać mecz, a co dopiero gonić. Więc ciężko wytłumaczyć dzisiejszą dyspozycję. No szkoda, że zdarzyło się to w tak ważnym meczu, bo gdy naszych dwóch liderów robi łącznie cztery punkty, to jest duży problem, bo gdyby to jeszcze był ich pierwszy mecz. A ostatnio mają tę tendencję zniżkową. Natomiast ja dalej uważam, że pójdę za tymi chłopakami w ogień i dalej w nich wierzę – mówił dla mediów klubowych menedżer Pilan.
Polonia Piła w rewanżu wystartuje przed własną publicznością. Nie da się ukryć, że sprawa utrzymania drużyny w Metalkas 2. Ekstralidze mocno się skomplikowała. Podopieczni Pawła Piskorza musieliby zdobyć co najmniej 58 punktów, doprowadzając do remisu w dwumeczu.
– Przed nami jeszcze piętnaście biegów i to jest speedway. Wszystko jest możliwe. Na pewnobędzie to jedna z misji typu mission impossible. Ale mówię, przejąłem ten klub wiedząc w jakiej sytuacji, jak to wyglądało. Wszyscy mi odradzali, mówili, że i tak zespół do spadku. Myślę, że i tak udało się coś sprawić, dużo radości w sezonie naszym kibicom i pokazywaliśmy wolę walki. Chcę, żeby ta wola była w ostatnim meczu, tak żebyśmy walczyli do upadłego. Co się uda, to się uda – przyznał Piskorz.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!