Mathias Pollestad odciął się od żużla, aby podejść ze spokojem do meczu barażowego. Gezet Stal Gorzów uratowała wynik dzięki młodemu Norwegowi. On sam natomiast nie chce zdradzać swoich przyszłych ruchów.
Mathias Pollestad powrócił do formy z początku sezonu. Norweg odmieniony na Golęcinie uratował rezultat dla Gezet Stal Gorzów, która do rewanżu przystąpi z czterema punktami straty. Pollestad zdobył czternaście punktów z bonusem i pomimo słabej sytuacji kadrowej zespołu, stanął na wysokości zadania. Jak sam przyznał, gdyby nie niektóre momenty na trasie, jego dorobek mógłby być jeszcze bardziej pokaźny.
– Jestem zadowolony ze swojego występu – powiedział po meczu dla speedwaynews.pl. – Gdyby nie restart (9 bieg) to może miałbym więcej punktów, podobnie jakbym się wykazał cierpliwością w ostatnim biegu. Taki jest żużel. Całościowo jestem szczęśliwy. Mam wrażenie, że na początku wszyscy mieliśmy problem z torem. Sam tor był świetny. Było trochę materiału na zewnętrznej, co mi pasuje. Jednak, kiedy nie wygrywasz startu to naprawdę ciężko jest tutaj wyprzedzać, kiedy tylko jedna ścieżka na to pozwala.
Walka z legendą
Pollestad wielokrotnie dzielnie walczył na dystansie z duńskim weteranem Nielsem-Kristianem Iversenem. Zawodnicy znają się w miarę dobrze z duńskich torów, szczególnie jeśli chodzi o obieranie ścieżek. Pokazał to w ich ostatnim pojedynku Mathias Pollestad, który ograł w dwunastym biegu „PUK-a” na przycinkę do wewnętrznej.
– Ścigaliśmy się kilka razy w Danii. Mam pojęcie o ścieżkach, które zazwyczaj obiera. Przy jednej ścieżce to naprawdę ciężko wyprzedzać. Musisz dać z siebie wszystko i czasami trzeba mieć trochę szczęścia. Wszystko jest możliwe – przyznał Mathias Pollestad.
Potrzebował wolnego
Gezet Stal Gorzów cierpiała na brak mocnego Mathiasa Pollestada. Norweg miał przeciętną fazę play-down, co można powiedzieć, że kosztowało zwycięstwo w derbach z Stelmet Falubazem Zielona Góra. Norweg był świadomy swoich problemów, więc postanowił zrobić sobie przerwę od żużla. Skorzystał wtedy ze spokoju, aby wszystko sobie poukładać. Po treningu był wyraźnie zadowolony, że pewne problemy zanikły.
– Ostatnio miałem trochę problemów. Było kilka rzeczy, które stały się problemem. Uznałem, że odpocznę sobie przez ostatni tydzień – opowiada Mathias Pollestad. – Ścigałem się na motocrossie, aby nie myśleć o żużlu. Chciałem podejść do tego spotkania ze świeżym umysłem. Myślę nawet, że jazda na motocrossie pomogła mi dobrze poruszać się po ścieżce na zewnętrznej, bo było to podobne uczucie (śmiech). Byłem dzisiaj spokojny.
Kontuzja za kontuzją. Wynik ponad stan?
Gezet Stal Gorzów mierzy się również z kontuzjami zawodników. Adam Bednar, Igor Kordun, Oskar Paluch i Jack Holder są na liście kontuzjowanych, z czego Bednar i Kordun mogą wrócić na mecz rewanżowy. Do tego upadek podczas Speedway Grand Prix w Toruniu zaliczył Anders Thomsen i obolały ścigał się na Golęcinie. Pollestad uważa, że przy takim kadrowym galimatiasie to wynik mogą brać w ciemno.
– Mamy pecha. Anders (Thomsen) też upadł w sobotę, więc nie czuł się w pełni sił. Nie mamy Bubby, Oskara Palucha, Jacka, Igora – robimy co możemy. Zawsze jest jednak miejsce, aby coś zmienić. Całościowo uważam, że zrobiliśmy naprawdę dobry wynik, patrząc na to, jaki zespół mieliśmy. Oczywiście w Gorzowie jesteśmy o wiele bardziej pewni motocykli oraz ustawień. Myślę, że mamy więcej szans na rozpoczęcie spotkania w dobrym stylu.
Głośno się również na temat odejścia Pollestada do Pres Grupa Deweloperska Toruń. Norweg zapytany o swoją przyszłość uśmiechnął się szeroko i odpowiedział: – Zobaczymy co się stanie po ostatnim meczu.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!