Wygrany dwumecz w cieniu ogromnego dramatu! Gezet Stal Gorzów wywalczyła awans do baraży, ale park maszyn po meczu przypominał szpital. Piotr Paluch wyszedł do dziennikarzy i przekazał porażające wieści o złamaniach i badaniach w szpitalu.
Wygrany dwumecz i awans do wyczekiwanych baraży o utrzymanie w PGE Ekstralidze powinny przynieść w Gorzowie ogromną ulgę, ale rzeczywistość po rewanżowym starciu z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa okazała się niezwykle brutalna. Gezet Stal Gorzów przegrała co prawda na własnym torze 44:45, jednak dzięki zaliczce przywiezionej spod Jasnej Góry przypieczętowała wygraną w dwumeczu w stosunku 91:88. Płacąc za to jednak gigantyczną cenę. Gorzowski park maszyn w trakcie zawodów przypominał polowy szpital, a po zakończeniu ścigania najbardziej obleganą postacią w mix-zone był trener gospodarzy, Piotr Paluch, który musiał na gorąco przekazać fatalne doniesienia na temat zdrowia swoich podopiecznych.
Czarna seria na owalu przy Jancarzu rozpoczęła się bardzo wcześnie, bo już w czwartej odsłonie dnia. Oskar Paluch popełnił błąd na trasie, stracił panowanie nad motocyklem i wpadł pod bandę w momencie, gdy na prowadzeniu znajdował się Mads Hansen. Młodzieżowiec gospodarzy opuścił nawierzchnię w ambulansie, a pomeczowe słowa jego ojca i zarazem szkoleniowca potwierdziły najgorszy ze scenariuszy.
– Jeżeli chodzi o Oskara, to ma złamaną rękę – przekazał zrezygnowany Piotr Paluch, ucinając wszelkie spekulacje dotyczące stanu zdrowia swojego syna.
Gdy sztab szkoleniowy musiał natychmiast łatać dziury w składzie i zastępować kontuzjowanego juniora Mathiasem Pollestadem, prawdziwy horror rozegrał się w trzynastej odsłonie spotkania. Na wejściu w pierwszy łuk doszło do przerażająco wyglądającego karambolu z udziałem Jaimona Lidseya, Igora Korduna oraz szalejącego tego dnia Adama Bednara. Dynamiczny atak i ciasnota doprowadziły do potężnego zderzenia, po którym Lidsey wystrzelił w powietrze jak z armaty, a Bednar z impetem runął na nawierzchnię i stracił na chwilę przytomność. Czeski talent Stali opuścił tor na noszach i trafił prosto do karetki, co wykluczyło go z dalszej jazdy.
Szkoleniowiec gorzowian po zawodach odniósł się do sytuacji zdrowotnej Czech oraz drugiego z młodych zawodników zamieszanych w ten upadek. – Adam Bednar nie uskarża się na żadne złamania, ale musimy poczekać na szczegółowe badania w szpitalu – tłumaczył opiekun żółto-niebieskich.
Podobny los spotkał drugiego z młodzieżowców, który co prawda wstał o własnych siłach, ale na torze w powtórce już się nie pojawił. – Igor Kordun też raczej wszystko powinno być okej, ale… ale do tego biegu też nie mógł jechać, ponieważ uskarżał się na ból palców – wyjaśnił obrazowo sytuację Korduna trener Stali.
Pechowa trzynasta gonitwa przyniosła jeszcze jedno kuriozalne zdarzenie, bo uznany za zdolnego do dalszej jazdy Jaimon Lidsey pod wpływem emocji wjechał w taśmę startową i został wykluczony z powtórki. Osłabiona Stal uległa „Lwom” jednym punktem, ale utrzymała przewagę z pierwszego meczu. Najjaśniejszymi punktami w zespole ze Śląskiej byli Anders Thomsen (13) oraz pechowy Adam Bednar (9+1), z kolei u gości brylowali Jakub Miśkowiak (13) i Mads Hansen (10+2).
Wygrana w dwumeczu oznacza, że Stal Gorzów zachowuje szanse na ligowy byt i zagra w decydującym barażu z przegranym z finału Metalkas 2. Ekstraligi pomiędzy Abramczyk Polonią Bydgoszcz a Hunters PSŻ Poznań. Problem w tym, że zespół z Gorzowa przypomina pogorzelisko. Złamanie Oskara Palucha wyklucza go z najważniejszych startów sezonu, a stan zdrowia Bednara i Korduna spędza sen z powiek sztabu szkoleniowego. Ponadto wciąż kontuzjowany jest Jack Holder. Przed działaczami i lekarzami Stali szalony wyścig z czasem, bo bez sprawnej młodzieży obrona Ekstraligi graniczy z cudem.
Aby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!