Każda historia ma swój koniec. Scott Nicholls wstępnie mówi, ze sezon 2026 będzie jego ostatnim w karierze. Niczego jednak nie potwierdza, ponieważ brytyjski żużel może mieć znaczny wpływ na decyzje legendarnego zawodnika.
„Hot Scott” swoje pierwsze ligowe starty zanotował w sezonie 1994, ścigając się dla Peterborough Panthers. Jednakże swój pierwszy kontrakt podpisał, na dobrą sprawę, sezon potem z Ipswich Witches. To właśnie jego macierzysty ośrodek, z którym dokonał naprawdę cudownych rzeczy. Scott Nicholls znajdował się w złotym zespole z sezonu 1998, który zdominował ligę. Nicholls mógł oglądać na co dzień Tomasza Golloba czy Tony’ego Rickardssona. 32 lata od swojego debiutu, 47-latek może zdecydować się na zakończenie kariery.
Piękne zwieńczenie?
Z uwagi na kontrakt telewizyjny, Scott Nicholls nie mógł brać udziału jako czynny zawodnik w Rowe Motor Oil Premiership. Czasami brał gościnne występy, w tym dla Ipswich Witches, ale nic poza tym. Ponadto większość sezonu stracił przez kontuzje i dopiero Plymouth Gladiators wyciągnęli rękę do wielokrotnego mistrza Wielkiej Brytanii. Kiedy to umowa TNT Sports wygasła, Nicholls od razu ruszył na rynek i trafił do… Ipswich Witches. Wiele na to wskazuje, że będzie to idealne zwieńczenie kariery zawodnika.
– Niczego jeszcze nie potwierdziłem, to nie w moim stylu. Jednak wstępnie powiedziałem, że to mój ostatni sezon, więc to wszystko naprawdę fajne się łączy – mówi Scott Nicholls dla Speedway Stara. – Wiem, że mój debiut zanotowałem w Peterborough, ale Ipswich jest moim pierwszym klubem, z którym podpisałem kontrakt. Zawsze będę do niego wracał wspomnieniami.
Pełne ręce na pokład
Choć niczego nie potwierdza, bo w brytyjskim żużlu nie wypada, Nicholls ma za sobą kolejną kontuzje. Mowa oczywiście o barku, którego urazu doznał podczas finału KO Cup 2024. Scott Nicholls stracił wówczas miejsce w Oxford Cheetahs i na dobrą sprawę wróżono, że to ostateczny koniec kariery. „Hot Scott” nie chcę żegnać się w takim stylu, zdecydowanie.
– Myślę, że to będzie mój ostatni rok. Kiedy przyjdzie koniec sezonu i powiem, że wykonałem kawał dobrej roboty – będę zadowolony – podkreśla. – Jestem w takim momencie swojej kariery, a do tego mój bark nie jest sprawny w 100 procentach. Żużlowo jest okej, ale zapewne będę musiał się poddać jakieś operacji. Muszę tylko znaleźć na to czas.
47-latek ma przed sobą naprawdę ciężki sezon. Nicholls ma zamiar jeździć w obu ligach. Ipswich Witches i Plymouth Gladiators to jego podstawowe wybory i miejmy nadzieję, że jeżeli „Hot Scott” zejdzie ze sceny, to właśnie po sezonie w swoim stylu.
Scott Nicholls działa jako reporterAby nie przegapić najciekawszych artykułów kliknij obserwuj speedwaynews.pl na Google News
Obserwuj nas!